Poseł Leszek Ruszczyk: Trzeba usiąść i wziąć się za robotę.

Najpierw jesteśmy mieszkańcami Radomia, stąd nas ludzie wybrali i musimy być lojalni wobec nich i nie widzę tu pola do tego, abyśmy w sprawach gospodarczych istotnych dla miasta mieli inne zdanie - mówi Leszek Ruszczyk, poseł PO

Magdalena Ciepielak, Tomasz Dybalski: Radość z osobistego sukcesu czy raczej refleksja nad porażką Platformy?

Leszek Ruszczyk: Nie byłem bezrobotny, mogłem bardzo się przydać i Platformie, i miastu i będą to robił na obecnym stanowisku, na które mnie społeczeństwo wybrało. Jest to osobisty sukces, bo jest to jakiś awans, natomiast jeśli chodzi o poparcie, to dostałem mniejsze o 3 tys. głosów niż przed rokiem, gdy startowałem do sejmiku Mazowsza. Czyli 3 tys. mieszkańców wolałoby, abym został tam, gdzie byłem, czyli na stanowisku wicemarszałka.

A chciałby pan podziękować wyborcom? Bo parlamentarzyści PiS zrobili zaraz po wyborach konferencje prasową, podziękowali na niej za głosy, potwierdzili, że będą realizować składane w kampanii obietnice.

- Wszystkim, którzy głosowali na mnie i na Platformę serdecznie dziękuję. Oczywiście podziękuję również publicznie, być może na konferencji prasowej. Niestety, w ubiegłym tygodniu rozłożyła mnie choroba, ale wracam już do aktywności.

A nie jest to tak, jak mówił szef PO w Radomiu Zbigniew Banaszkiewicz zaraz po ogłoszeniu exit pool, że w kampanii radomskiej Platformy brakowało pracy zespołowej, że każdy kandydat miał własny sztab. I faktycznie ta gra zespołowa w PiS-ie była i jest widoczna, a pan z poseł Białkowską nie możecie zrobić od wyborów wspólnej konferencji...

- Ale to chyba Zbigniew Banaszkiewicz jest przewodniczącym, to on powinien sobie odpowiedzieć na to pytanie.

Pan kandydował, prowadził kampanię. Też pan ma podobne odczucia?

- Ja uważam, że od początku do końca zrobiłem wszystko, co było możliwe, łącznie z ustaleniem listy, bo trzeba było też przekonać ludzi do startu w wyborach. I to zrobiłem. Tu nie mam sobie nic do zarzucenia.

Pan z kolei powiedział, że będzie chciał w Radomiu wprowadzić nowe standardy, by koncentrować się na rozwiązywaniu problemów miasta, a nie na polityce. Tylko że jak rządził Andrzej Kosztowniak, to nie zawsze tak problemy rozwiązywano. Jemu na halę proponowano 15 mln, a jak przyszedł prezydent Witkowski, to minister sportu dał prawie 40 mln.

- Pan prezydent Kosztowniak, jeżeli byliśmy na tym samym spotkaniu, to miał od ministra sportu obietnice dotacji na połowę hali. 15 mln to była pierwsza transza. I uważam, że gdybyśmy wtedy te pieniądze wykorzystali, dostałby na połowę hali, a bylibyśmy na innym etapie.

Ale prezydent Witkowski od razu dostał ponad 36 mln.

- Może od razu były pieniądze?

No może. A nie boi się pan, że PiS będzie robił tak samo? Rządzimy, dzielimy, dajemy albo nie dajemy...

- Ale, to po co coś robić, żeby się nie udało. Uważam, że wszyscy mamy dobra wolę i chcemy, żeby ta hala powstała.


Z tą wolą w przeszłości bywało różnie. Ciągle były u nas narzekania, że marszałek Struzik dba szczególnie o swój region, a Radom jest traktowany po macoszemu. A pan był jego zastępcą...

- Ponad 1 mld 100 mln zł trafiło na ziemię radomską w okresie ostatniego finansowania unijnego, czyli budżetu 2007-2014. Na płocką niecałe 800 mln. Czyli relatywnie my dostaliśmy to, co powinniśmy dostać. Sam pan prezydent Kosztowniak przyjeżdżał tu, do siedziby PO, i rozwiązywaliśmy wspólnie problemy miasta.

Kontrakt Terytorialny dla Mazowsza jest aktualizowany. To pieniądze rządowe, nie boi się pan, że nie będzie teraz przychylności dla Radomia?

- Nie sądzę, aby tu się rozgrywała polityka. Tu są realne projekty, realne pieniądze, jeśli ktoś je raz wprowadził, to nie wierzę, żeby którykolwiek z posłów PiS-u, bo przecież się znamy, zagłosował przeciwko temu. Co prawda to nie oni będą głosować, tylko ich minister, ale wierzę, że taka reprezentacja dopilnuje, że te wszystkie pieniądze trafią do Radomia.

A co jest w końcu w tym Kontrakcie Terytorialnym z Radomia?

- Jest kilka projektów. Instytut Technologii Eksploatacji z projektami ponad 100 mln, Uniwersytet Technologiczno-Humanistyczny z prawie 40 paroma milionami. Wprowadziliśmy teraz Rynek i kwartał Deskurów. Tu są trzy warianty: jeden na 50 mln, drugi dwa projekty po 20 mln i trzeci na 40 mln.

Do Kontraktu wpisano Rynek, inwestycje Radpecu i ośrodek Romano Waśt z poprzedniego okresu. Z Płocka jest natomiast kilkanaście nowych inwestycji. Czy nie jest tak, że w Platformie przespaliście tworzenie projektów dla miasta, bo nie spodziewaliście się, że przegracie wybory i sądziliście, że premierem będzie nadal Ewa Kopacz?

- Zachęcam do przejrzenia tych projektów. Bo niektóre w nowej perspektywie już nie będą realizowane, wykluczone są wszelkie budowy, obiekty kubaturowe.

Nie wahał się pan startować w wyborach na posła? Unia wywraca finansowanie do góry nogami i w zarządzie województwa przydałby się ktoś, kto już się na tym zna. A przyjdzie nowa osoba, która będzie się musiała tego uczyć.

- Ja myślę, że przyjdzie na pewno nie gorsza osoba ode mnie, na pewno z wiedzą. To się rozstrzygnie w ciągu tygodnia, bo 23 listopada jest najbliższe posiedzenie sejmiku i w naszym interesie jest powołanie nowego radnego.

Jest układ z PSL, że wicemarszałkiem będzie osoba z Radomia?

- To jest wszystko do domówienia, ja uważam, że musimy o to walczyć.

Jako wicemarszałek miał pan dodatkowe dochody. Był pan w radzie nadzorczej spółki skarbu państwa w Mołdowi czy miejskiej Radkom...

- Teraz trzeba z tego wszystkiego zrezygnować. I zająć się posłowaniem.

To będzie mniej pracy.

- Ja na nadmiar czasu wolnego nie narzekałem. Wiele osób mi zaufało i teraz trzeba być w ścisłym kontakcie z tymi ludźmi, bo oni mnie wybrali i to będzie wymagało na pewno sporo czasu. A ja będę chciał ten kontakt utrzymywać i czerpać wskazówki od wyborców.

Rozmawiał pan po wyborach z kimś z PiS-u?

- Nie, ale myślę, że się spotkamy na szkoleniu w Sejmie. Powiem tak, jak byliśmy w Sejmiku, to ja w jeden samochód zabierałem wszystkich radnych z Radomia, i z PiS-u i z Ligi Polskich Rodzin. I po drodze wiedzieliśmy, o co chcemy walczyć dla Radomia. Tak było kiedyś. Najpierw jesteśmy mieszkańcami Radomia, stąd nas ludzie wybrali i musimy być lojalni wobec nich i nie widzę tu pola do tego, abyśmy w sprawach gospodarczych istotnych dla miasta mieli inne zdanie.

I wyobraża sobie pan, że Leszek Ruszczyk z PO idzie pod rękę z Markiem Suskim z PiS do ministra infrastruktury prosić o pieniądze?

- Nie wykluczam takiej sytuacji, bo niedawno poseł Suski powiedział na odsłonięciu tablicy "Solidarności", że jeśli mandat miałby zdobyć ktoś z Platformy to dobrze byłoby, żebym ja to był, bo przynajmniej ganiam dla tego miasta.

Ale z drugiej strony poseł Suski uchodzi w Radomiu za największego krytyka Platformy. Wielokrotnie zarzucał, że PO nie chce współpracować z prezydentem z PiS.

- Ale to były tylko słowa. Jak już mówiłem, w sąsiednim pokoju przesiadywał tu prezydent z Prawa i Sprawiedliwości i rozmawiał najpierw z panią minister, potem marszałek, a potem premier.

Myśli pan, że drużynę radomską w Sejmie uda się stworzyć?

- Przynajmniej trzeba spróbować. Nie dajmy się zwariować polityce.
Ale wie pan, jak szybko się skończyły spotkania ponad podziałami, na które zapraszał prezydent Kosztowniak? Były kłótnie, w końcu jeden polityk wysłał drugiego do Krychnowic i było po współpracy.

- Tu zabrakło trochę rozsądku i cierpliwości.

Pan by się nie obraził i na spotkanie wrócił?

- Pan poseł Suski ma specyficzne poczucie humoru. Trzeba wszystko sprowadzać do rozwiązań gospodarczych, rozwiązywania problemów, a nie do dyskusji, bo obrażać każdy umie. Trzeba usiąść i wziąć się za robotę.

Będziecie mieli z Anną Białkowska siłę przebicia? Jesteście w końcu debiutantami w Sejmie.

- Będziemy musieli się szybko uczyć, ale wierzę w to, że posłowie, którzy są już w Sejmie lata, a teraz będą mieli niesamowite możliwości, będą wspierać miasto.

Chyba zbyt idealnie pan podchodzi do tej przyszłej współpracy.

- Przy niektórych sprawach będą chcieli być wszyscy, przy innych niekonieczne. To zależy wszystko od propozycji rozwiązania problemu.

Co by pan dorzucił do inwestycji, które obiecał radomianom w kampanii PiS?

- Ja bym nad tym usiadł i podyskutował. Powinno dojść do spotkania, na którym określone zostaną oczekiwania, zaprośmy na nie np. rektorów. Wiemy jaką mamy populację, zastanówmy się kogo kształcić, w jakim kierunku powinno się rozwijać miasto, region. Powinniśmy zebrać te doświadczenia, uwagi, powołać jakiś zespół.

Musimy też mądrze poobsadzać komisje sejmowe, bo co z tego, że będziemy mieć jednego posła w komisji, łatwiej trzem się przebić. Czasem koalicjantowi czy rządzącemu nie wypada się o coś w budżecie upomnieć, bo występuje przeciwko swojemu premierowi. A wypada to komuś z opozycji.

Wy nie dawaliście PiS-owi przegłosować w Sejmie poprawek radomskich do budżetu państwa, a teraz będziecie je pewnie zgłaszać...

- Taka rola opozycji.

Co z RIT-em? Już się wydawało, że nasi samorządowcy się dogadali, teraz się okazało, że pieniędzy jest mniej, niż oni by chcieli, i znowu są niesnaski, każdy by chciał urwać jak najwięcej dla siebie.

- Nie ma jeszcze mapy potrzeb z Ministerstwa Zdrowia. Bo to warunkuje nasz RIT. Wszystkie projekty zdrowotne muszą mieć akceptację ministra zdrowia.

Nie lepiej było zgłosić do RIT inne projekty niż szpitale?

- Ale kreatorem tego RIT-u był prezydent Kosztowniak.

A mówiliście mu, że może lepiej walczyć o projekt autobusowy?

- Tamten jest też do zrealizowania, bo transport publiczny będzie cały czas preferowany. A poza tym my się nauczymy sięgać po pieniądze z różnych szufladek. Z RIT-u tylko wyposażymy szpitale, a pozostałe inwestycje z innych źródeł.

Czym chciałby się pan zająć w Sejmie?

- Chciałbym bardzo zrobić porządek z Wisłą. Odpowiadałem za budowanie drogi rzecznej z Warszawy do Gdańska. Już było rozplanowane kiedy co trzeba zrobić, ale nigdy nie było pieniędzy, bo lobby odrzańskie pytało: po co Wisła? A oprócz transportu moglibyśmy mieć też szanse na rozwój terenów wzdłuż rzeki.

Jak pan mówi o Wiśle przypominam sobie filmik nakręcony latem, gdy po płyciutkiej wodzie spacerował sobie łoś od wybrzeża po stronie Pragi do Starego Miasta.

- Ale z drugiej strony mamy zbiorniki, które powinny retencjonować i puszczać wodę, kiedy trzeba. Kompetencje w sprawie Wisły sa porozbijane, sześć ministerstw się nią zajmuje, ale żadne nie ma dominującej roli.

Na naszej debacie w WSH na pytanie z sali o związki partnerskie odpowiedział pan: "Pyta pan chłopaka z Plant, jestem normalnym człowiekiem". Chciał pan przez to powiedzieć, że związki partnerskie tworzą nienormalni?

- Nie jestem entuzjastą związków partnerskich. Jak większość tak zwanych normalnych ludzi. I tylko to chciałem powiedzieć. Platforma jest partią, w której mieszczą się zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy tego typu rozwiązań prawnych. Ja należę do tych drugich.
 

radom.wyborcza.pl/radom/1,48201,19143520,posel-leszczek-ruszczyk-trzeba-usiasc-i-wziac-sie-za-robote.html