Radom to stan mojego serca - wywiad z Martą Michalską-Wilk

Marta Michalska-Wilk, radna, kandydatka do sejmu z listy Platformy Obywatelskiej.

Jak wyglądała Pani droga do polityki?

- Ta moja droga zaczęła się tak naprawdę w liceum. Chodziłam do Czachowskiego i już wtedy działałam w młodzieżówce Platformy Obywatelskiej. Później w klasie maturalnej był taki okres, kiedy zostałam Marszałkiem Parlamentu Młodzieży Miasta Radomia. Tam podejmowaliśmy różnego rodzaju inicjatywy, one może z perspektywy czasu były bardzo małe, ale dla nas wtedy bardzo ważne. To był - myślę - taki moment, w którym zdecydowałam, że działalność polityczna jest czymś, co chce robić w życiu. Później było wiele kampanii, w których czynnie uczestniczyłam. I oczywiście ostatnia kampania samorządowa, w której dzięki zaufaniu wielu osób zostałam radną Radomia. Mimo tego, że jestem przed 30 - tką, to myślę, że moja działalność polityczna jest już trochę widoczna.

Cieszy się Pani z tego wyboru, którego dokonała? To była dobra decyzja z perspektywy czasu?

- Tak, nawet bardzo dobra decyzja. Bardzo lubię to, co robię i zawsze mocno angażuję się w działania, które podejmuję. Praca w radzie miasta daje mi ogromną satysfakcję, w szczególności jak coś uda się zrobić i widać tego efekty. Kiedyś taką satysfakcję dawała mi praca w samorządzie uczniowskim, potem w Parlamencie Młodzieży. Od zawsze byłam takim społecznikiem, który na różnych płaszczyznach działa i myślę, że to się także przekłada na moją obecną pracę. Mam nadzieję, że mieszkańcy Radomia i regionu, którzy mieli okazję mnie poznać, tak właśnie postrzegają to co robię.

Dlaczego do sejmu?

- Aby robić wszystko, żeby zmieniać nasze miasto na lepsze. W sejmie będę przede wszystkim pracować na to, żeby to miasto się rozwijało. Chciałbym podejmować takie działania, które prowadziłyby do tego, aby Radom z roku na rok stawał się coraz atrakcyjniejszym miejscem do życia, pracy, studiowania, a także do inwestowania.

Ja zawsze powtarzam, że Radom to stan mojego serca. Sprawy Radomia i regionu zawsze będą dla mnie nadrzędną wartością.

Czyli jakie byłyby to konkretnie działania?

    - Musimy przygotować Radom do tego, aby był jak najlepszym miejscem dla inwestorów, bo jak będą tutaj inwestorzy, to właśnie oni tworzyć będą miejsca pracy, a jak będą miejsca pracy, to ludzie nie będą tak licznie wyjeżdżali. Musimy przede wszystkim młodych ludzi zatrzymać, aby właśnie w Radomiu chcieli podjąć pacę i mieszkać.

Jednak z tego co, obserwujemy dużo młodych ludzi decyduje się na wyjazd na studia i często już nie wraca do rodzinnego miasta.

- Ja sama kończyłam studia w Lublinie. Natomiast lokalny patriotyzm wziął górę. Od początku wiedziałam, że wrócę do Radomia i robiłam wszystko, aby tutaj pozostać. Musimy także pamiętać o tym, że młodzi ludzie wyjeżdżają dlatego, że chcą studiować na jak najlepszych uczelniach i nie mamy się im co dziwić. Powinniśmy temu kibicować, bo będzie nam bardzo trudno równać się z Uniwersytetem Warszawskim, Jagiellońskim czy Politechniką Warszawską. To, że młodzi ludzie z Radomia i ziemi radomskiej wybierają taką ścieżkę edukacyjną, wygrywają olimpiady i zdobywają dyplomy najlepszych uczelni w Polsce, to powinniśmy traktować w kategorii naszego sukcesu. Należy zrobić wszystko, aby oni kiedyś wrócili, i tą zdobytą wiedzę wykorzystywali pracując w radomskich instytucjach czy firmach.

Jak zachęcić młodych, żeby wrócili do Radomia?

- Młody człowiek wróci wtedy, kiedy będzie tutaj praca. Ale praca to jedno, a praca dobrze płatna to drugie. Jeżeli będzie tutaj dobrze zarabiał to wielu młodych ludzi mam nadzieję, że wróci. Wróci, bo ma tu rodzinę, przyjaciół, tu się wychowywało i tu spędziło swoje życie. Tak naprawdę do szczęścia młodemu człowiekowi potrzebna jest tylko dobrze płatna praca, dzięki której spokojnie będzie mógł założyć rodzinę i ją utrzymać.


Czy to znaczy, że pracy przybędzie w Radomiu?

- Mam nadzieję, że tak. To wszystko już się dzieje. Od jakiegoś czasu obserwujemy już działania, dzięki którym powstały nowe miejsca pracy w Radomiu np. Centrum Powiadamiania Ratunkowego czy Polska Grupa Zbrojeniowa. To duży sukces, ale prawda jest taka, że to wszystko powstało dzięki bardzo dużej pomocy rządu Platformy Obywatelskiej i pani premier Ewy Kopacz. W Radomiu powstaje teraz Wyżyna Lotnicza czy Radomska Strefa Gospodarcza. W naszym mieście fabrykę będzie budowała firma Airbus, gdzie będzie produkowana np. innowacyjna wyciągarka do śmigłowców. Ta inwestycja da mieszkańcom naszego miasta i regionu kolejne 250 miejsc pracy. Pamiętajmy, że tu nikt nie ma czarodziejskiej różdżki i nie stworzy jednego dnia 8 tys. miejsc pracy. Trzeba to robić sukcesywnie i powoli. Obecnym władzom miasta, z prezydentem Witkowskim na czele, już przez kilka miesięcy udało się naprawdę wiele zrobić w tej sprawie.


Radom chyba zaczął się zmieniać na plus?

- Zaczął się zmieniać na plus, po zmianie władzy w naszym mieście. Przez osiem lat rządów PiS i ekipy Andrzeja Kosztowniaka zostało zmarnowanych wiele szans. Teraz widzimy namacalnie to, co się w Radomiu zmienia i tych przykładów jest bardzo dużo.

Trzy najważniejsze?

- Budowa hali widowiskowo-sportowej, czyli jedna z obietnic prezydenta Witkowskiego, która czasami była wyśmiewana. Teraz faktem jest, że hala powstanie. Umowa już została podpisana. Odniosę się także do budowy trasy S8, bo opozycja mówi, że powstaje z opóźnieniem.

Tak, jak powiedziałam, nie wszystko da się zrobić od razu. Zostały już ogłoszone dwa ostatnie przetargi i wreszcie ta szybka kolej z Radomia do Warszawy stanie się faktem. Kolejną inwestycją, która powstała dzięki ogromnemu wsparciu PO jest powstanie PGZ czy chociażby budowa siedziby radomskiego Sanepidu, gdzie pieniądze na jego budowę pochodziły z rezerwy budżetu państwa. To są namacalne inwestycje.

 

Co Pani w Radomiu podoba się najbardziej?

- Najbardziej podobają mi się ludzie. Panuje taki powszechny stereotyp, że z natury jesteśmy smutasami, ale to nieprawda. Coraz częściej na ulicach Radomia można spotkać wielu sympatycznych ludzi, którzy mają odwagę porozmawiać, powiedzieć co myślą, co im się podoba, ale także do czego mają zastrzeżenia. Podczas kampanii wyborczej wiele osób mówi i pokazuje mi, że trzymają kciuki za młodych. To bardzo miłe i budujące. Ponadto bardzo lubię ulicę Żeromskiego, ona się zmieniła na duży plus i szczególnie po zmroku jest tam bardzo klimatycznie. Mam nadzieję, że jeszcze nasz rynek doczeka się rewitalizacji i zostanie perełką naszego miasta.


Z czym kojarzy się Pani Radom?

- Radom kojarzy mi się z moim rodzinnym miastem. Z miejscem, gdzie się urodziłam, gdzie ponosiłam swoje porażki, ale też zdobywałam mniejsze czy większe sukcesy. Kojarzy mi się z rodziną i przyjaciółmi. To miasto, z którego nigdy nie chciałabym wyjechać.

Radomianka dla Radomian” i „Postaw na młodych” to Pani hasła. Jest Pani lokalną patriotką to bardzo mocno widać, to duża zaleta.

- Mam nadzieję, że to jest zaleta i tak to odbierają radomianie. Znam problemy tego miasta, ale znam też każdy jeden kąt w tym mieście. Ktoś, jeśli nie jest z Radomia jest tzw. spadochroniarzem nie może być dobrym posłem dla ziemi radomskiej, ponieważ nie zna nas i struktury tego miasta. Jeżeli tylko wyborcy mi zaufają, to dla Radomia chcę pracować. Drugim hasłem „Postaw dla młodych” chciałam pokazać, że jestem najmłodszą kandydatką na liście PO i że młodzi ludzie są pełni charyzmy, determinacji i niestandardowego myślenia. Na pewno w pracy w sejmie, też bym to chciała pokazać.

Odejdźmy na chwilę od polityki. Jest pani fanką Radomiaka?

- Tak. Kibicuje trzem drużynom: Czarnym Radom, Rosie i Radomiakowi. Staram się nie opuszczać żadnego meczu. Mam szaliki i koszulki tych drużyn. Bardzo mocno im dopinguję. Emocje na meczach są niesamowite, nasi siatkarze, koszykarze i piłkarze dają z siebie wszystko. (…) Poza tym, co jest bardzo ważne, Radomiak będzie mógł grać na własnym stadionie, a drużyna Rosy czy Czarnych w nowoczesnej hali widowiskowo-sportowej. Te drużyny zasługują na takie miejsce, gdzie będą mogły trenować i rozgrywać mecze na najwyższym poziomie.


Kolekcjonuje Pani szaliki?

- Ostatnio wymieniłam się z jednym panem na szalik, ponieważ to on był kolekcjonerem i brakowało mu mojego szalika Radomiaka, bo był z limitowanej serii. Dostałam drugi na wymianę. Nie zbieram szalików, natomiast zarówno Czarnych, Rosy, jak i Radomiaka mam. Zawsze z tymi szalikami chodzę na mecze.

Jak pani uważa, czy dzisiaj kobiety łatwo mają w polityce?

- Myślę, że trochę trudniej niż mężczyźni, choć się już to wyrównuje. Nas, kobiet w polityce zaczyna być coraz więcej i mężczyźni doceniają nasze umiejętności i wiedzę w poszczególnych tematach. To jest bardzo dobre. Kobieta w polityce musi być silna i trochę odważna. Mam nadzieję, że także i ja te dwie cechy posiadam (uśmiech).


W polityce trzeba mieć twardą skórę.

- Tak, ale trzeba mieć także kulturę polityczną, której niestety, niektórym politykom brakuje. Ja się zawsze staram o tym głośno mówić, że sprzeczajmy się, różnijmy się, ale w sposób kulturalny. Każdy z nas ma prawo prowadzić kampanię wyborczą i mówić głośno o swoich poglądach. Natomiast nie niszczmy się nawzajem. Kulturę polityczną polityk musi mieć zawsze. Każdy z nas ma prawo przekonywać wyborców do swojego zdania, programu i osoby. To, że reprezentujemy różne ugrupowania to nic nie znaczy. Pamiętajmy, że jesteśmy ludźmi i wzajemnie musimy się szanować.


Jak ocenia Pani obecną kampanię, jest jakaś zasadnicza różnica do tych poprzednich, w których brała Pani udział?

- Każdy swój start w wyborach, mimo tego, że nie otrzymywałam mandatu czy to radnego sejmiku czy w wyborach do europarlamentu, traktuje jako swój sukces. Na listach wyborczych byłam na odległych pozycjach, ale wynik, który zdobywałam był bardzo dobry. Ludzie niesamowicie mi ufali, to mnie bardzo mobilizowało do tego, aby pracować dalej. Tak trochę żartobliwie mogę powiedzieć, że ta kampania różni się od pozostałych tym, że mam dwuczłonowe nazwisko i trochę pół żartem pół serio, chciałam odbiec od takiego standardowego prowadzenia kampanii wyborczej. Mieszkańcy mogli zobaczyć moją maskotkę wilka chodzącego po mieście, rozdającego ze mną ulotki. Mam nadzieje, że ta maskotka wzbudza pozytywne emocje. (uśmiech)


Co dla Marty Michalskiej – Wilk jest najważniejsze w życiu?

- Najważniejsza musi być rodzina i on jest u mnie na pierwszym miejscu. Jeżeli człowiek jest szczęśliwy w życiu osobistym, to jest w stanie realizować się zawodowo. Mam to szczęście i ten komfort, że mając wspaniałego męża, fantastycznych rodziców mogę się zawodowo realizować. Oni mi w tym bardzo pomagają i mocno mi kibicują.


Jest pani ostatnia na liście, to dobre miejsce?

- „Ostatni będą pierwszymi” albo jak kto woli „odwróć listę będę pierwsza”, może też być „odwróć tabelę wilk na czele”(śmiech). Mam nadzieję, że jest to bardzo dobra pozycja, ale tak naprawdę do końca to nie jest istotne. Zawsze mówimy, że dobra pozycja jest wtedy jak ktoś startuje z 1, 2, 3 miejsca albo, że ostatnia daje największe szanse. Ja się z tym nie zgadzam. Największe szanse daje to jaki mamy kontakt z wyborcami. Każdego jednego dnia chodzę po ulicach Radomia rozmawiam z mieszkańcami i myślę, że to może przynieść wyłącznie efekt. Pozycja na liście jest tutaj sprawą drugorzędną.

 

Co będzie jeżeli okaże się, że 25 października nie weszła Pani do Sejmu? Czy będzie to dla Pani jakaś porażka?

- Absolutnie nie. Liczę, że będę miała dobry wynik w tej kampanii i znowu będę to traktowała jako swój sukces. Dalej będę pracować w radzie miasta na rzecz Radomia i działać politycznie, ale wierzę, że 25 października wyborcy mi zaufają, idąc do urn wyborczych postawią krzyżyk przy moim nazwisku i będę mogła ich godnie reprezentować w sejmie.

Gdzie widzi się pani za 5 czy 10 lat?

- Ciężko mi powiedzieć, ponieważ moje życie zawodowe się zmienia. Jest to uzależnione od wielu aspektów. Jedynie co mogę powiedzieć, to mam nadzieję, że za pięć, dziesięć lat będę mogła powiedzieć, że niczego nie żałuję, co do tej pory zrobiłam. Będę dalej ciężko pracować.

www.cozadzien.pl/wiadomosci/radom/29752.html