Karol Semik: Szkoła zawodowa to musi być pozytywny wybór

Rodzic powinien zadbać o dobro własnego dziecka, by uniknęło sytuacji stresowych. Lepiej wybrać tę drogę, która daje pewne gwarancje. Szkolnictwo zawodowe zwiększa szansę wejścia młodego człowieka na rynek pracy - mówi Karol Semik, wiceprezydent odpowiedzialny za oświatę

Anna Jurek: Jesteśmy w trakcie naboru do szkół ponadgimnazjalnych. W całej Polsce mówi się o tym, by wybierać szkoły zawodowe, bo brakuje fachowców. Wciąż jednak pokutuje przekonanie, że do szkoły zawodowej idą słabsi.

Karol Semik, wiceprezydent Radomia odpowiedzialny za oświatę: Posługuję się takim mottem, które powinno poruszać umysły gimnazjalistów i ich rodziców - szkoła zawodowa, szkołą pozytywnego wyboru. Ważne, by spojrzeć na szkolnictwo zawodowe w kategoriach pozytywów. Negatywne widzenie świata przenosi się na podejmowanie decyzji. Ludzie pozytywnie nastawieni podejmują bardziej racjonalne decyzje. Tym mottem namawiam, że wybór szkoły zawodowej jest wyborem pozytywnym. Przez ostatnie lata kształcenie zawodowe miało wymiar pejoratywny, istniało błędne przekonanie, że szkoły zawodowe to szkoły drugiej kategorii w stosunku do liceów. To jest nieprawda. Trzeba patrzeć na cel, który przyświeca podejmowaniu decyzji dalszego kształcenia. Pytanie, jaki to cel? Jeśli znam dobrze swoje dziecko: jego osobowość, możliwości intelektualne, percepcyjne, jeśli mój syn czy córka są potencjalnymi kandydatami do podjęcia studiów wyższych, wybieram liceum ogólnokształcące. Ale w każdym innym przypadku, gdy nie jestem pewien, czy dziecko podejmie studia, czy podejmie je w takim kierunku, który da prace, lepiej wybrać szkołę zawodową.

Tym bardziej że szkoła zawodowa nie zamyka drogi do dalszej edukacji.

- Nie wszyscy rodzice to wiedzą. W Radomiu mamy bardzo dobre szkoły techniczne. Wystarczy wymienić Zespół Szkół Elektronicznych, wyróżniający się wysokim poziomem nauczania także przedmiotów ogólnokształcących. To siódma szkoła w kraju w rankingu "Perspektyw", a pierwsza na Mazowszu. W rankingu brane były także pod uwagę wyniki maturalne. Dlatego mogę zagwarantować rodzicom, że szkoła przygotowuje dobrze do egzaminu dojrzałości. To daje szansę kontynuowania edukacji na studiach. Ta szansa ma bardzo dobry fundament, ponieważ osoba, która kończy technikum, ma już zawód. Należy brać pod uwagę umiejętności i predyspozycje dziecka i na tej podstawie wybierać dalszą edukację. Jest to bardzo pragmatyczne patrzenie na to, jakie będą losy mojego dziecka w życiu dorosłym.

Hipotetycznie można rozważyć sytuację, że ktoś nie analizuje predyspozycji swojego dziecka, wybiera liceum ogólnokształcące, dziecko, czego nie życzę, nie zdaje egzaminu maturalnego, czyli zamyka mu się droga na studia. Wtedy 19-latek zadaje sobie pytanie: kim ja jestem. Jestem młodym człowiekiem bez zawodu, nie wiem też, w czym mogę się spełnić w życiu dorosłym. To jest ogromna frustracja. Kolejna rodzi się wtedy, gdy młody człowiek dostaje się na wybrany kierunek studiów, ale okazuje się, że to kierunek, który pozwala mu się nazwać studentem, ale dla absolwentów tego kierunku nie ma miejsc na rynku pracy. Pojawia się problem jeszcze większy: jestem absolwentem wyższej uczelni i nie mogę znaleźć pracy.

Nie wszyscy rodzice wiedzą też o tym, że nawet jeśli dziecko podejmuje kształcenie w zasadniczej szkole zawodowej, bo wynik egzaminu gimnazjalnego nie pozwala myśleć o liceum czy technikum, to nic niedobrego się nie dzieje. Nie jest droga zamknięta do możliwości zdawania egzaminu maturalnego. Jeśli jest to absolwent zasadniczej szkoły zawodowej, który jest robotnikiem, czyli ma wykształcenie zawodowe, może pójść już do drugiej klasy technikum i w ciągu trzech lat może ukończyć technikum z możliwością zdania egzaminu maturalnego. Jeśli zda, ma otwartą drogę na studia. Szkolnictwo zawodowe jest tak skonstruowane, że daje możliwości podejmowania etapowych decyzji.

Statystyki potwierdzają, że spore jest bezrobocie osób z wyższym wykształceniem, szczególnie po niektórych kierunkach typu ekonomia.

- Wynika to z braku prognostycznej analizy. Młody człowiek myśli w kategoriach jutra, a nie bardziej odległej perspektywy, ale od tego ma rodziców, którzy powinni pomóc. Decyzje podejmowane przez gimnazjalistów są niezwykle ważne. Rodzic powinien w tej sytuacji zadbać o dobro własnego dziecka, by uniknęło sytuacji stresowych. Lepiej wybrać tę drogę, która daje pewne gwarancje. Szkolnictwo zawodowe zwiększa szansę wejścia młodego człowieka na rynek pracy.

Poszliśmy w masowy rozwój szkolnictwa wyższego, 50 proc. osób ma wyższe wykształcenie. Już Francuzi wiedzą, że to nie jest właściwe, bo badania dowodzą, że rynek pracy gwarantuje zatrudnienie zaledwie 20-30 proc. osobom z wyższym wykształceniem. Jeśli zatem rozszerzyliśmy szkolnictwo wyższe, musimy mieć od razu większą świadomość, że 20 proc. absolwentów szkół wyższych jest skazanych na bezrobocie. Kiedyś bardzo dokładnie, jeszcze jako kurator, przeanalizowaliśmy wspólnie z dziekanem wydziału dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego dane dotyczące właśnie kierunku dziennikarstwo. Tam zawsze jest kilka osób chętnych na jedno miejsce. Jak się okazało nie więcej niż 10 proc. absolwentów znajduje pracę w zawodzie. W ubiegłym roku natomiast, co też sprawdziłem, zaledwie 8 proc. absolwentów dziennikarstwa pracuje w zawodzie.

Chodzi zatem o wybieranie praktycznych miejsc w swoim życiu z możliwością zachowania innych wyborów. To jakbyśmy odnieśli się do obrazowego budowania domu, domu który jest moim dorosłym życiem. Nie ma innej możliwości, jak postawienie fundamentów. Dla mnie fundamentem wejścia w dorosłe życie jest posiadanie zawodu. Są przypadki, gdy jesteśmy pewni, że syn czy córka dobrze zdadzą egzamin, dostaną się na studia, ale trzeba dobrze wybrać ten kierunek studiów. Uczelnie wyższe w zapisie ustawy o szkolnictwie wyższym zostały zobowiązane do śledzenia losów swoich absolwentów. Dlatego, kiedy ktoś chce zapytać dany wydział, jaki jest los absolwentów, to uczelnia musi te informację przekazać jako informacje publiczną. Przy okazji kandydat dowiaduje się, jaka jest potrzeba rynku pracy, czy to kierunek, który da mi w przyszłości pracę.

Liczba oddziałów w liceach pozostaje taka sama. Za to mamy dwa dodatkowe oddziały w szkołach zawodowych.

- To jest świadome działanie, które nie jest rewolucją, ale ewolucją. Jeśli ktoś uważnie na to spojrzy, będzie wiedział, że wektor skierowany jest na szkolnictwo zawodowe. To właśnie moja polityka oświatowa. Oddziałów zawodowych będzie przybywało, ale nie będzie to działanie przypadkowe.

W ubiegłym roku władze miasta zgodziły się na utworzenie dodatkowych oddziałów w szkołach zawodowych, ponieważ było tak wielu chętnych na wybrane kierunki kształcenia.

- Podejmowanie decyzji przez gimnazjalistów idzie we właściwym kierunku. W tym roku postanowiliśmy powiększyć ofertę o jeden oddział, który cieszył się dużą popularnością, natomiast drugi - technik urządzeń dźwigowych - to nowy kierunek z dużą gwarancją na rynku pracy. Technik urządzeń dźwigowych to jest zawód, który powstał jesienią ubiegłego roku i został wpisany na listę zawodów w Polsce, bo pracodawcy o niego prosili. Skoro pracodawcy proszą, to my otwieramy kierunek kształcenia, który da młodym ludziom szansę na znalezienie pracy.

W tym roku mamy tylko jedną nowość w szkołach zawodowych. Czy to oznacza, że już uczymy w wystarczająco dobrych zawodach?

- Mamy dobre kierunki. Dokonaliśmy analizy kierunków kształcenia, tych, które są oczekiwaniem rynku pracy względem tych, na które zapotrzebowanie jest mniejsze. Dlatego wprowadziliśmy pewne zmian. Niektóre oddziały zmniejszyliśmy, ponieważ nie jest potrzebny tak duży nabór na niektóre kierunki. A w tych kierunkach, w których fachowcy są potrzebni, liczba oddziałów w szkołach wzrosła. Elastycznie dostosowujemy to, co jest potrzebą rynku pracy do tego, co powinno znaleźć się w ofercie kształcenia.

Dużym minusem szkół zawodowych wciąż pozostaje fakt, że niewystarczająco dużo praktyk prowadzonych jest w rzeczywistych warunkach pracy, w realnych firmach u wybranych pracodawców. Jest szansa na zmianę?

- Musimy zapomnieć o typie szkół zawodowych, które były kiedyś. Wcześniej szkoły zawodowe istniały przy dużych zakładach, teraz przynajmniej w naszym regionie takich nie ma. Mamy średnie i małe przedsiębiorstwa. Zatem trzeba wejść we współdziałanie z przedsiębiorcami, którzy są skupieni w konsorcjach, np. Izbą Przemysłowo-Handlową czy Izbą Rzemieślniczą w Radomiu. Chodzi o współdziałanie organu prowadzącego, dyrektorów szkół, pracodawców, urzędów pracy i uczelni technicznej. Przedsiębiorca powinien być przecież zainteresowany pozyskaniem pracownika, takiego, który będzie miał już pewne doświadczenie. A doświadczenie najlepiej zdobywać w wymiarze realnym, a nie wirtualnym. Dlatego tak ważne jest kształcenie praktyczne, które nie może odbiegać od tego, co wiąże się z pracą na danym stanowisku. Zatem doświadczenie najlepiej zdobywać u pracodawców.

Rozmawiałam z jednym z radomskich przedsiębiorców. Ukończył zasadniczą szkołę zawodową im. H. Dobrzańskiego "Hubala", następnie poszedł do technikum, potem na studia. Dziś zarządza firmą, współpracuje ze szkołami, zaprasza uczniów na praktyki. I mówi wprost: jeśli ja tego ucznia będę miał przez trzy miesiące, ja zrobię z niego fachowca.

- Praktyki u pracodawców mają jeszcze inne korzyści. Młody człowiek ma możliwość sprawdzenia się w danym zawodzie. Jeśli ktoś chce zostać fryzjerem, na praktykach w zakładzie fryzjerskim ma szansę uświadomić sobie, że jest to zawód, który wymaga ciągłego stania, zatem obciąża nogi. Jeśli chcę być kelnerem, muszę wiedzieć, że taka praca będzie wymagała dyspozycyjności w weekendy. Poznanie pracy weryfikuje predyspozycje tego młodego człowieka. Tak jest w Niemczech. Tam doradztwo zawodowe polega m.in. na tym, że młodzi ludzie oprócz tego, że dostają informacje teoretyczne, mogą odbyć miesięczną praktykę w zawodzie, który chcą wykonywać.
Mówimy o współpracy władz miasta z firmami, ze szkołami, uczelniami, instytutami badawczymi. Czyli to początek klastra edukacyjnego?

- Tworzymy klaster edukacyjny. Formalnie rozpoczniemy wszystko w czerwcu. Wcześniej kontaktowaliśmy się m.in. z dyrektorami szkół, uczelni, instytutów, pracodawcami, przedsiębiorcami i wspólnie zaczynaliśmy działać, ja pełniłem rolę koordynatora. W projekcie uczestniczy również pan prezydent Rafał Rajkowski, który ma dużą wiedzę na temat rynku pracy w Radomiu i bezrobocia. Zaangażowana będzie również m.in. Agencja Rozwoju Przemysłu.

Jak klaster ma funkcjonować? Jakie są jego cele?

- Klaster to umówienie się na współpracę. Aczkolwiek, co podkreślam, współpraca nie oznacza ujednolicenia, każdy z tych podmiotów jest autonomiczny. Dzięki klastrowi edukacyjnemu etap wyboru szkoły ponadgimnazjalnej, zawodowej w kategoriach pozytywnego wyboru będzie dla rodziców jasny i zrozumiały. Ideą klastra jest ukazanie, co jest potrzebą rynku edukacyjnego, rynku pracy, jakie są potrzeby związane ze zmianą technologii czy unowocześnieniem technologii. Będę chciał także jako koordynator zaprosić osiem sąsiednich powiatów do współpracy do klastra.

Jakie będą korzyści dla pracodawców?

- Cel dla pracodawców związany będzie z naborem pracowników. Jeśli pracodawca pozna sposoby przygotowania kształcenia zawodowego, będzie mógł mieć wpływ na to, jakie kierunki należy uruchomić, będzie jednocześnie wiedział, na jaką kadrę pracowniczą może liczyć za trzy lub sześć lat.

Dekarz nie wymaga ciągłego kształcenia. Potrzeba na zatrudnienia dekarzy jest potrzebą pojawiającą się co pewien czas. Zatem klasa dekarska nie musi być w cyklu kształcenia cały czas, ale może pojawiać się raz na kilka lat i będzie to korzystne dla rynku pracy i dla pracodawców. Zagwarantuje to ciągłość zatrudnienia, a pracodawca będzie pewny, że będzie miał kogo zatrudnić.

Jaka jest w tym rola szkół wyższych?

- Zmiana technologii to coś, co jest celem uczelni wyższych i instytutów badawczych. Nie tylko uczelnia będzie pełnić ważną rolę, ale też Instytut Technologii Eksploatacji, który jest umocowany w edukacji. Instytut będzie wskazywał i pracodawcom, i nam, odpowiedzialnym za kształcenie, jakie są trendy w zmianach technologii, a one są bardzo dynamiczne.

Dr Marzena Wójcik-Augustyniak, która prowadziła badania dotyczące zasadności wprowadzenia klastra edukacyjnego, potwierdza, że to jedno z najlepszych rozwiązań dla rozwoju gmin, przedsiębiorstw czy szkół, pod warunkiem, że chcą współpracować. Czy te wszystkie środowiska chcą współpracować?

- My nie tylko się spotykaliśmy, ale zaczęliśmy działać. Zaczęliśmy obserwować, jak to jest realizowane w innych ośrodkach. W środę byłem w Gorzycach. Tam klaster powstał dla kilku samorządów, tam są i Tarnobrzeg, i Stalowa Wola. Chcieliśmy przekonać się, jak to działa, nim zaczniemy formalnie współpracować. Że klaster jest dobrym rozwiązaniem, nie ma wątpliwości, ale on musi być jeszcze dostosowany do regionalnych potrzeb. Klaster to nie jest konstrukcja uniwersalna. Regionalność jest istotną rzeczą, bo bierze pod uwagę m.in. specyfikę rynku pracy w danym regionie. Patrzymy, jak to robią inni, wyjedziemy też do Mińska Mazowieckiego. Te wizyty powodują, że nie dyskutujemy, czy ma powstać klaster w Radomiu, czy nie. My wiemy, że to ma powstać. Teraz tylko pytanie, jaki regionalny wymiar ma ten klaster mieć.

Radomski Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli zapowiada konferencję 20 maja o szkolnictwie zawodowym, której tematem przewodnim ma być współpraca pomiędzy szkołami zawodowymi a pracodawcami. To także część projektu?

- Tak. Zaraz po moim wystąpieniu będzie przemawiała przedstawicielka Stowarzyszenia Inicjatyw Firm Rodzinnych. W niektórych zawodach typu rzemieślniczego pojęcie firmy rodzinnej jest bardzo silnie związane ze stabilnością kształcenia właśnie. Jednym z członków tego stowarzyszenia jest pan profesor Blikle [prowadzi znaną sieć cukierni A. Blikle - przyp. red.], matematyk, który jest doskonałym przedstawicielem pojęcia firmy rodzinnej. Przecież ten, kto stworzył swoją firmę, ma swoje dzieci, liczy na to, że biznes będzie kontynuowany. To kolejny parametr, żeby kształcić zawodowo. W czerwcu w Radomiu odbędzie się konferencja ogólnopolska poświęcona temu zagadnieniu.

Kształcenie zawodowe musi się rozwijać. W jednym z artykułów autorstwa brytyjskiego badacza czytamy, że do 38. roku życia człowiek będzie się zatrudniał w ok. 10-14 firmach. Ciekawe, czy młody człowiek o tym wie, że grozi mu taka niestabilność. 10 zawodów, które były najbardziej popularne w 2010, nie były popularne w 2006 roku. Czyli można zauważyć, że nawet co cztery lata zmienia się struktura rynku pracy i ofert pracy. Liczba nowości technicznych będzie się podwajać w ciągu każdych następnych 20 lat.

radom.gazeta.pl/radom/1,35219,17925911,Karol_Semik__Szkola_zawodowa_to_musi_byc_pozytywny.html#BoxLokRadoLink