Konrad Frysztak: W Radomiu naprawdę można żyć

Nie chcę być kontrolerem, który będzie sprawdzał każdego na każdym kroku, ale urzędnicy muszą po prostu wiedzieć, że pracują dla miasta - mówi wiceprezydent Radomia Konrad Frysztak.

 Tomasz Dybalski: Czego ma pan się uczyć od Igora Marszałkiewicza? Został doradcą prezydenta i złośliwi mówią, że tego, jak zatrudnić teścia i szwagrów.

Konrad Frysztak: - Na szczęście moi szwagrowie i teść mają pracę i nie planują zmian. (śmiech ) Staram się uczyć dobrych cech od każdego, kogo spotkam. Igor Marszałkiewicz nie został zatrudniony jako mój doradca, ale jako jeden z doradców prezydenta. Nie doradzał mi w żadnej kwestii, aczkolwiek byłem chyba jedynym wiceprezydentem, który został wprowadzony przez swojego poprzednika. Chcę, żeby za cztery, osiem, 12 czy ile lat pracy jako wiceprezydenta będzie mi dane, mój następca też był wprowadzony do gabinetu. To zawsze dobra klamra, kiedy poprzednik wprowadza następcę, zdaje mu pewnego rodzaju raport, co się dzieje, i zostawia go z obowiązkami.

Ale nie było panu po ludzku trochę głupio? Kiedy został pan przedstawiony jako wiceprezydent, pojawiły się głosy: "mamy wiceprezydenta bez doświadczenia" i zaraz po tym Radosław Witkowski powołał Igora Marszałkiewicza na doradcę, tłumacząc, że on ma doświadczenie. Tym bardziej, że jak właśnie stwierdził prezydent, okazało się że poradził pan sobie sam z obowiązkami i pomoc Marszałkiewicza nie była potrzebna.

- Nowe osoby to zawsze pewnego rodzaju obawy, każdy ma prawo do własnych opinii, prezydent Witkowski mając wiedzę o pozostałościach po poprzedniku, chociażby w kwestii gruntów pod budowę hali i złą sytuacją z odbiorami obwodnicy, zdecydował o tym, aby w najbliższym otoczeniu zostawić członka poprzedniego kolegium.

Ponieważ z obwodnicą południową poradziłem sobie dobrze, czego gratulował mi prezydent Witkowski, zadecydował o tym, że misja pana Marszałkiewicza dobiegła końca.

Jest pan zadowolony z pracy MZDiK? To chyba instytucja, która wzbudza najwięcej kontrowersji, może też dlatego, że prowadzi najwięcej inwestycji.

- Sprawdzam teraz działanie wszystkich jednostek budżetowych, które są mi podległe. Mam świadomość, że dostałem te trudne odcinki, które generują różnego rodzaju problemy czy niepokoje. MZDiK wpływa na losy wielu, to nie jest łatwe. Jako mieszkaniec Radomia do momentu objęcia gabinetu wiceprezydenta z jednych rzeczy byłem zadowolony, z innych nie. Teraz mam możliwość wpływać na to, co było złe, i w najbliższym czasie w MZDiK pewne rzeczy się zmienią. Już się zmieniają. Mam nadzieję, że będą się zmieniać bardzo szybko.

Podobno pierwsze pana spięcie z dyrektorem MZDiK było już trzy dni po pana powołaniu, kiedy w mieście była gołoledź, nie kursowały autobusy, a dyrektor nie odbierał od pana telefonu.

- Były małe problemy techniczne na początku współpracy, o których nie warto mówić. Ważne, że dziś ta współpraca układa się bardzo dobrze i w ciągu najbliższych tygodni przedstawiane będą rozwiązania, które powinny zadowolić radomian.

No właśnie, kiedy wreszcie przejedziemy obwodnicą południową?

- Dzisiaj po godz. 15 zostaną zdjęte wszystkie znaki zakazujące poruszania się po obwodnicy południowej, z zastrzeżeniem, że dwa odcinki będą dopuszczone do ruchu warunkowo.

Będzie przecinanie wstęgi?

- Nie planujemy. Obwodnica to inwestycja długo wyczekiwana i dużo opóźniona. To opóźnienie to nie jest powód do dumy dla naszych poprzedników, m.in. jeśli chodzi o opieszałość z odbiorami, a my chcemy po prostu ułatwić życie mieszkańcom.

Pojedziemy obwodnicą, ale zaraz zaczną się kolejne utrudnienia. Mamy budowę Młodzianowskiej, gdzie trzeba będzie zamknąć przejazd kolejowy, za chwilę będzie zamknięta Żółkiewskiego, a w kolejce jest jeszcze budowa Trasy N-S i przebudowa Wojska Polskiego.

Każda taka inwestycja musi nieść za sobą utrudnienia. Moim zadaniem jest to, żeby jak najbardziej je zminimalizować. Jestem po rozmowach z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad i wiem już, że w przypadku ul. Żółkiewskiego wiadomo już, że zalecany objazd dla ruchu tranzytowego będzie poprowadzony przez obwodnicę południową. Chodzi o to, żeby jak najmniej samochodów wjechało do centrum miasta. GDDKiA mocno zaangażuje się w prowadzenie i informowanie o objazdach. Będzie już od Grójca na tablicach świetlnych i zwykłych żółtych znakach informowała o objazdach, uruchomi też specjalny komunikat na kanałach CB radia, gdzie będzie informować o objeździe przez obwodnicę południową. Takiej pomocy ze strony GDDKiA nigdy nie było, ale też nikt o taką pomoc nie prosił. MZDiK zgłosi też komunikaty do wszystkich firm zajmujących się nawigacjami GPS. Dzięki temu kierowcy, którzy korzystają z nawigacji, będą automatycznie prowadzeni wyznaczonym objazdem. Będziemy się też starali, żeby pierwszy nowy wiadukt został otwarty przed Air Show.

O inwestycjach drogowych możemy mówić dużo, te z ostatnich lat i te planowane to są kwoty sięgające miliarda złotych. Radosław Witkowski mówił w kampanii: moja prezydentura to będzie koniec ery asfaltu. Co z komunikacją miejską, w nią zainwestowaliśmy dwudziestokrotnie mniej niż w drogi? W ub.r. MZDiK wydłużył trasy kilku linii, ale też niedawno spadły częstotliwości głównych linii 7 i 9, z trzynastki zniknęły autobusy przegubowe, bo okazało się, że nie są już potrzebne. Coś trzeba zmienić.

- Kilka dni temu czytałem felieton w "Gazecie Wyborczej", w którym dziennikarz pisał o tym, co stało się po zamknięciu mostu Łazienkowskiego. Pisał, że ma nadzieję, że dzięki temu część kierowców przekona się, że niepotrzebnie codziennie wsiadało do samochodu, bo mogli korzystać z komunikacji miejskiej.

My się rozwijamy, ludzie żyją na coraz wyższym poziomie i dziś jesteśmy przekonani, że każdy z nas ma prawo używać samochodu tak, jak chce. My trochę w innym czasie osiągamy dojrzałość społeczną. Kiedy na Zachodzie ludzie dorośli już do tego, że jeździ się komunikacją publiczną, my dopiero dorastamy do tego, że jeździmy własnymi samochodami.

Jestem zdania, że powinniśmy korzystać z komunikacji zbiorowej, ale musimy mieć świadomość, że ona w tej chwili ma wady, musimy je dokładnie określić i tak przeprojektować układ komunikacyjny, żeby był on przyjazny mieszkańcom. Mam na myśli trasy linii czy lokalizacje przystanków, nawet po konkretne rodzaje autobusów. Radomianie przysyłają nam uwagi, ostatnio np., że w określonych godzinach zbyt mało kursów dojeżdża do strefy ekonomicznej i ludzie o godz. 6 rano gniotą się w autobusie. To wszystko teraz obserwujemy i badamy, ale nie chcę, żeby zmiany w tej kwestii to były ruchy pozorne. Zmiany, które chcę wprowadzić, mają mieć charakter docelowy, a nie tymczasowy.

Nie chcę nikogo osądzać, ale do tej pory zmienialiśmy małe elementy, a od lat nie było dużej zmiany w układzie komunikacyjnym.

Jeśli mówimy o moście Łazienkowskim, to po jego zamknięciu do centrum Warszawy wjeżdża mniej samochodów i zmniejszyło się zanieczyszczenie powietrza. U nas też mamy z tym problem, przekroczenia norm są częste i spore.

- Przygotowywany jest projekt ustawy, która ma regulować zasady wjazdu starych aut do centrum miast. To rozwiązanie znane od lat, m.in. z Niemiec. Mam nadzieję, że nas, Polaków, też będzie w przyszłości stać na taką dyscyplinę. Jeśli zmniejszenie liczby pojazdów w centrum ma przynieść zmniejszenie zanieczyszczenia powietrza, to jestem jak najbardziej na tak. Walka o środowisko będzie w najbliższych latach jednym z najważniejszych działań w Polsce.

Ubiegły rok to był dobry rok dla rowerzystów, można powiedzieć, że wydarzyła się mała rewolucja rowerowa. Ale rowerzyści powiedzieli poprzednim władzom: fajnie, dziękujemy, ale pamiętamy, jak przez kilka lat nie mogliśmy się doprosić o drobne zmiany. Będzie pan kontynuował rowerową politykę z poprzedniego roku czy zmiany rowerowe to temat dobry tylko na kampanię?

- Rok temu z żoną kupiliśmy rowery, zaczęliśmy na nich jeździć. Korzystam z ułatwień rowerowych i wiem, jak są pomocne. Będę dalej je wprowadzał. W tym roku po raz pierwszy w budżecie przewidziane są pieniądze na usprawnienia rowerowe, przetoczyła się już pewnego rodzaju dyskusja: co warto, a czego nie warto robić, sami rowerzyści też się wypowiedzieli. Wyniki konsultacji są opracowywane, pewne zgłoszone rzeczy będą realizowane. Ja mam trochę inne zdanie niż Bractwo Rowerowe, które mówi o pasach rowerowych na jezdniach. Dla mnie najprzyjemniej jeździ się po drogach rowerowych. Według mnie tam, gdzie można odseparować ruch samochodowy od rowerowego, trzeba to robić, żeby rowerzyści nie powodowali zagrożenia dla kierowców, a przede wszystkim kierowcy dla rowerzystów. Chcę, żeby wszyscy użytkownicy ruchu byli traktowani równo. Rozwój infrastruktury rowerowej w Polsce w ostatnich latach jest trochę wybuchem. Coraz chętniej przesiadamy się na rowery i za tym musi iść rozwój infrastruktury rowerowej, śluz, przejazdów. Mnie też się zdarza nie zsiadać z roweru, przejeżdżając przez przejście. Lubię wygodę i trzeba iść w tym kierunku, żeby ścieżki rowerowe były ze sobą połączone, tworzyły spójną sieć.

Przy tej okazji chcemy też poprawiać infrastrukturę dla pieszych, przede wszystkim jakość chodników.

Są pewnego rodzaju partnerstwa firm, instytucji, które mogą budować ścieżki na własny koszt. Były próby zawarcia takiego porozumienia z miastem, w których ktoś chciał zbudować ścieżkę na własny rachunek albo partycypować w kosztach. Do tego nie doszło, ja te plany odkurzam, kontaktuję się z tymi instytucjami.

Co z pieszymi? Z danych policji wynika, że liczba potrąceń w mieście spada, ale do wszystkich w tym roku doszło na przejściach i to one są takimi newralgicznymi miejscami. Czy widzi pan tu rolę miasta, żeby przez infrastrukturę wymusić na kierowcach zmniejszenie prędkości i większą ostrożność przed pasami?

- Po pierwsze, odpowiedzialność za potrącenia na przejściach musi spadać na kierowców, którzy nie stosują się do przepisów. Drugą rzeczą jest, że należy wpływać na zachowanie kierowcy. Możliwości są różne, fotoradary, sygnalizacja. Ale należy pamiętać o jednym, w ostatnich latach mówiliśmy o przejściu na Wierzbickiej, gdzie dochodziło do wielu zdarzeń, i pracujemy nad tym, żeby więcej ich nie było, tam docelowo będą światła. W większości pozostałych przypadków potrącenia są rozsypane po całym mieście.

Ja też jestem kierowcą i wiem, że kiedy kierowca wjeżdża na drogę i widzi dwa pasy, to mu się w głowie otwiera przepustnica.

Są już rozwiązania na Szarych Szeregów, zresztą znane, przy kościele powstanie kładka, nad przejściem przy targu jeszcze dyskutujemy.

W jakiś sposób trzeba kontrolować kierowców i pieszych, którzy też nie zawsze są bez winy. Ruch pieszych trzeba prowadzić tak, żeby piesi przechodzili przez jezdnię w bezpieczny sposób.

Musimy wspólnie z MZDiK wymyślić sposób na to, żeby zmienić zachowania przed przejściami. Mamy na to pewien pomysł i list intencyjny z komendą wojewódzką policji wprowadzenia w Radomiu pilotażowego programu bezpieczeństwa użytkowników dróg, w tym pieszych. Mam nadzieję, że wspólne i zmasowane działania przyniosą skutek. Czasem chodzi o tak prozaiczne działania jak uporządkowanie terenu wokół przejść.

Zgadzamy się, że zmiany są potrzebne, o tym, jakie one powinny być, możemy dyskutować. Pytanie tylko o termin ich wprowadzenia, bo do tej pory mieliśmy do czynienia z "polityką trzech lat". Tyle czekaliśmy na światła przy wiadukcie na Słowackiego, Limanowskiego, na Warszawskiej, gdzie one zaraz będą, czy teraz na Wierzbickiej. Wcześniej mieliśmy festiwal malowania przejść na czerwono, wieszania odblaskowych znaków czy montowania pulsujących świateł, które w żadnym wypadku nie zdały egzaminu.

- Jest prawdopodobne, że sygnalizacja na Wierzbickiej pojawi się jeszcze w tym roku, ona jest teraz projektowana.

Wyobraża sobie pan tramwaj, który przejeżdża obok urzędu, pod pana oknami?

- Z technicznego punktu widzenia nie widzę możliwości, żeby przejeżdżał obok urzędu między kamienicami. Ale w ogóle nie jestem przeciwnikiem tramwaju. Jestem zwolennikiem każdej formy komunikacji zbiorowej, która pozwoli wpływać na ograniczenie zanieczyszczenia środowiska, ale także pozwoli na zwiększenie atrakcyjności centrum i dojazdu do centrum. Dojeżdżam, wysiadam, jestem w centrum, nie ma problemu z parkingiem, z tym, czy samochód może tu stać, czy nie. Wsiadam, jestem w centrum, załatwiam sprawy, robię biznes, spotykam się ze znajomymi, wsiadam i odjeżdżam.

Jestem jak najbardziej na tak, w marcu wspólnie z prezydentem Witkowskim spotkamy się z ludźmi, którzy mają większe doświadczenie, którzy budują linie tramwajowe lub je projektują. Warto korzystać z doświadczenia takich ludzi. Będziemy z nimi rozmawiać, żeby ostatecznie zdecydować, czy i w jakim kształcie tramwaj w Radomiu będzie jeździł.

Trochę wam się problemów z halą narobiło i mówi się, że to nie ostatnie. Po zamieszaniu z gruntami trzeba będzie odchudzać projekt, bo faktycznie nie da się go wybudować za 80 mln zł?

- Nie tak podchodzi się do takich inwestycji. Jeśli pewne informacje były w urzędzie, a udawano, że ich nie ma, to później dla następców jest problem. Myślę, że radzimy sobie z tym problemem i za kilka tygodni będzie można na temat hali powiedzieć dużo więcej.

Dofinansowanie, o którym mówiło się od kilku miesięcy, zakładało, że ona będzie kosztowała 80 mln zł. Ja dzisiaj nie chciałbym o tym mówić, tej inwestycji potrzebny jest spokój. Jest zespół, który pracuje nad budową hali, ja, dyrektor kancelarii prezydenta Mateusz Tyczyński i prezes MOSiR-u Piotr Kalinkowski mamy swoje zadania.

Jedna z ostatnich konferencji z pana udziałem trochę przypominała farsę. Okazało się, że dyrektorka wydziału ochrony środowiska nie wiedziała, ile drzew wycinał Zakład Usług Komunalnych. To w ogóle możliwe?

- Trudno brać odpowiedzialność za poprzedników, ja nie chcę wiedzieć tego, jak urząd działał wcześniej. Bierzemy odpowiedzialność za to, co dzieje się w urzędzie od momentu zaprzysiężenia prezydenta Witkowskiego. Rozmawiałem z dyrektor wydziału ochrony środowiska, dyrektorem ZUK, dyrektor wydziału zarządzania nieruchomościami, ustaliliśmy, jak powinno wyglądać wydanie zgody na wycinkę. Do tej pory była to pewnego rodzaju samowola, bo choć prezydent wyłączał się z wydawania decyzji na wycinkę, to powinien mieć wiedzę, o co ZUK wnioskuje. To przez ostatnie lata nie było praktykowane i wierzę dyrektor Krugły, że o skali wycinki nie wiedziała. To, co się dało wstrzymać, wstrzymaliśmy. Na jednej z decyzji do wycięcia było 70 drzew na Plantach.
 Tomasz Dybalski: Czego ma pan się uczyć od Igora Marszałkiewicza? Został doradcą prezydenta i złośliwi mówią, że tego, jak zatrudnić teścia i szwagrów.

Konrad Frysztak: - Na szczęście moi szwagrowie i teść mają pracę i nie planują zmian. (śmiech ) Staram się uczyć dobrych cech od każdego, kogo spotkam. Igor Marszałkiewicz nie został zatrudniony jako mój doradca, ale jako jeden z doradców prezydenta. Nie doradzał mi w żadnej kwestii, aczkolwiek byłem chyba jedynym wiceprezydentem, który został wprowadzony przez swojego poprzednika. Chcę, żeby za cztery, osiem, 12 czy ile lat pracy jako wiceprezydenta będzie mi dane, mój następca też był wprowadzony do gabinetu. To zawsze dobra klamra, kiedy poprzednik wprowadza następcę, zdaje mu pewnego rodzaju raport, co się dzieje, i zostawia go z obowiązkami.

Ale nie było panu po ludzku trochę głupio? Kiedy został pan przedstawiony jako wiceprezydent, pojawiły się głosy: "mamy wiceprezydenta bez doświadczenia" i zaraz po tym Radosław Witkowski powołał Igora Marszałkiewicza na doradcę, tłumacząc, że on ma doświadczenie. Tym bardziej, że jak właśnie stwierdził prezydent, okazało się że poradził pan sobie sam z obowiązkami i pomoc Marszałkiewicza nie była potrzebna.

- Nowe osoby to zawsze pewnego rodzaju obawy, każdy ma prawo do własnych opinii, prezydent Witkowski mając wiedzę o pozostałościach po poprzedniku, chociażby w kwestii gruntów pod budowę hali i złą sytuacją z odbiorami obwodnicy, zdecydował o tym, aby w najbliższym otoczeniu zostawić członka poprzedniego kolegium.

Ponieważ z obwodnicą południową poradziłem sobie dobrze, czego gratulował mi prezydent Witkowski, zadecydował o tym, że misja pana Marszałkiewicza dobiegła końca.

Jest pan zadowolony z pracy MZDiK? To chyba instytucja, która wzbudza najwięcej kontrowersji, może też dlatego, że prowadzi najwięcej inwestycji.

- Sprawdzam teraz działanie wszystkich jednostek budżetowych, które są mi podległe. Mam świadomość, że dostałem te trudne odcinki, które generują różnego rodzaju problemy czy niepokoje. MZDiK wpływa na losy wielu, to nie jest łatwe. Jako mieszkaniec Radomia do momentu objęcia gabinetu wiceprezydenta z jednych rzeczy byłem zadowolony, z innych nie. Teraz mam możliwość wpływać na to, co było złe, i w najbliższym czasie w MZDiK pewne rzeczy się zmienią. Już się zmieniają. Mam nadzieję, że będą się zmieniać bardzo szybko.

Podobno pierwsze pana spięcie z dyrektorem MZDiK było już trzy dni po pana powołaniu, kiedy w mieście była gołoledź, nie kursowały autobusy, a dyrektor nie odbierał od pana telefonu.

- Były małe problemy techniczne na początku współpracy, o których nie warto mówić. Ważne, że dziś ta współpraca układa się bardzo dobrze i w ciągu najbliższych tygodni przedstawiane będą rozwiązania, które powinny zadowolić radomian.

No właśnie, kiedy wreszcie przejedziemy obwodnicą południową?

- Dzisiaj po godz. 15 zostaną zdjęte wszystkie znaki zakazujące poruszania się po obwodnicy południowej, z zastrzeżeniem, że dwa odcinki będą dopuszczone do ruchu warunkowo.

Będzie przecinanie wstęgi?

- Nie planujemy. Obwodnica to inwestycja długo wyczekiwana i dużo opóźniona. To opóźnienie to nie jest powód do dumy dla naszych poprzedników, m.in. jeśli chodzi o opieszałość z odbiorami, a my chcemy po prostu ułatwić życie mieszkańcom.

Pojedziemy obwodnicą, ale zaraz zaczną się kolejne utrudnienia. Mamy budowę Młodzianowskiej, gdzie trzeba będzie zamknąć przejazd kolejowy, za chwilę będzie zamknięta Żółkiewskiego, a w kolejce jest jeszcze budowa Trasy N-S i przebudowa Wojska Polskiego.

Każda taka inwestycja musi nieść za sobą utrudnienia. Moim zadaniem jest to, żeby jak najbardziej je zminimalizować. Jestem po rozmowach z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad i wiem już, że w przypadku ul. Żółkiewskiego wiadomo już, że zalecany objazd dla ruchu tranzytowego będzie poprowadzony przez obwodnicę południową. Chodzi o to, żeby jak najmniej samochodów wjechało do centrum miasta. GDDKiA mocno zaangażuje się w prowadzenie i informowanie o objazdach. Będzie już od Grójca na tablicach świetlnych i zwykłych żółtych znakach informowała o objazdach, uruchomi też specjalny komunikat na kanałach CB radia, gdzie będzie informować o objeździe przez obwodnicę południową. Takiej pomocy ze strony GDDKiA nigdy nie było, ale też nikt o taką pomoc nie prosił. MZDiK zgłosi też komunikaty do wszystkich firm zajmujących się nawigacjami GPS. Dzięki temu kierowcy, którzy korzystają z nawigacji, będą automatycznie prowadzeni wyznaczonym objazdem. Będziemy się też starali, żeby pierwszy nowy wiadukt został otwarty przed Air Show.

O inwestycjach drogowych możemy mówić dużo, te z ostatnich lat i te planowane to są kwoty sięgające miliarda złotych. Radosław Witkowski mówił w kampanii: moja prezydentura to będzie koniec ery asfaltu. Co z komunikacją miejską, w nią zainwestowaliśmy dwudziestokrotnie mniej niż w drogi? W ub.r. MZDiK wydłużył trasy kilku linii, ale też niedawno spadły częstotliwości głównych linii 7 i 9, z trzynastki zniknęły autobusy przegubowe, bo okazało się, że nie są już potrzebne. Coś trzeba zmienić.

- Kilka dni temu czytałem felieton w "Gazecie Wyborczej", w którym dziennikarz pisał o tym, co stało się po zamknięciu mostu Łazienkowskiego. Pisał, że ma nadzieję, że dzięki temu część kierowców przekona się, że niepotrzebnie codziennie wsiadało do samochodu, bo mogli korzystać z komunikacji miejskiej.

My się rozwijamy, ludzie żyją na coraz wyższym poziomie i dziś jesteśmy przekonani, że każdy z nas ma prawo używać samochodu tak, jak chce. My trochę w innym czasie osiągamy dojrzałość społeczną. Kiedy na Zachodzie ludzie dorośli już do tego, że jeździ się komunikacją publiczną, my dopiero dorastamy do tego, że jeździmy własnymi samochodami.

Jestem zdania, że powinniśmy korzystać z komunikacji zbiorowej, ale musimy mieć świadomość, że ona w tej chwili ma wady, musimy je dokładnie określić i tak przeprojektować układ komunikacyjny, żeby był on przyjazny mieszkańcom. Mam na myśli trasy linii czy lokalizacje przystanków, nawet po konkretne rodzaje autobusów. Radomianie przysyłają nam uwagi, ostatnio np., że w określonych godzinach zbyt mało kursów dojeżdża do strefy ekonomicznej i ludzie o godz. 6 rano gniotą się w autobusie. To wszystko teraz obserwujemy i badamy, ale nie chcę, żeby zmiany w tej kwestii to były ruchy pozorne. Zmiany, które chcę wprowadzić, mają mieć charakter docelowy, a nie tymczasowy.

Nie chcę nikogo osądzać, ale do tej pory zmienialiśmy małe elementy, a od lat nie było dużej zmiany w układzie komunikacyjnym.

Jeśli mówimy o moście Łazienkowskim, to po jego zamknięciu do centrum Warszawy wjeżdża mniej samochodów i zmniejszyło się zanieczyszczenie powietrza. U nas też mamy z tym problem, przekroczenia norm są częste i spore.

- Przygotowywany jest projekt ustawy, która ma regulować zasady wjazdu starych aut do centrum miast. To rozwiązanie znane od lat, m.in. z Niemiec. Mam nadzieję, że nas, Polaków, też będzie w przyszłości stać na taką dyscyplinę. Jeśli zmniejszenie liczby pojazdów w centrum ma przynieść zmniejszenie zanieczyszczenia powietrza, to jestem jak najbardziej na tak. Walka o środowisko będzie w najbliższych latach jednym z najważniejszych działań w Polsce.

Ubiegły rok to był dobry rok dla rowerzystów, można powiedzieć, że wydarzyła się mała rewolucja rowerowa. Ale rowerzyści powiedzieli poprzednim władzom: fajnie, dziękujemy, ale pamiętamy, jak przez kilka lat nie mogliśmy się doprosić o drobne zmiany. Będzie pan kontynuował rowerową politykę z poprzedniego roku czy zmiany rowerowe to temat dobry tylko na kampanię?

- Rok temu z żoną kupiliśmy rowery, zaczęliśmy na nich jeździć. Korzystam z ułatwień rowerowych i wiem, jak są pomocne. Będę dalej je wprowadzał. W tym roku po raz pierwszy w budżecie przewidziane są pieniądze na usprawnienia rowerowe, przetoczyła się już pewnego rodzaju dyskusja: co warto, a czego nie warto robić, sami rowerzyści też się wypowiedzieli. Wyniki konsultacji są opracowywane, pewne zgłoszone rzeczy będą realizowane. Ja mam trochę inne zdanie niż Bractwo Rowerowe, które mówi o pasach rowerowych na jezdniach. Dla mnie najprzyjemniej jeździ się po drogach rowerowych. Według mnie tam, gdzie można odseparować ruch samochodowy od rowerowego, trzeba to robić, żeby rowerzyści nie powodowali zagrożenia dla kierowców, a przede wszystkim kierowcy dla rowerzystów. Chcę, żeby wszyscy użytkownicy ruchu byli traktowani równo. Rozwój infrastruktury rowerowej w Polsce w ostatnich latach jest trochę wybuchem. Coraz chętniej przesiadamy się na rowery i za tym musi iść rozwój infrastruktury rowerowej, śluz, przejazdów. Mnie też się zdarza nie zsiadać z roweru, przejeżdżając przez przejście. Lubię wygodę i trzeba iść w tym kierunku, żeby ścieżki rowerowe były ze sobą połączone, tworzyły spójną sieć.

Przy tej okazji chcemy też poprawiać infrastrukturę dla pieszych, przede wszystkim jakość chodników.

Są pewnego rodzaju partnerstwa firm, instytucji, które mogą budować ścieżki na własny koszt. Były próby zawarcia takiego porozumienia z miastem, w których ktoś chciał zbudować ścieżkę na własny rachunek albo partycypować w kosztach. Do tego nie doszło, ja te plany odkurzam, kontaktuję się z tymi instytucjami.

Co z pieszymi? Z danych policji wynika, że liczba potrąceń w mieście spada, ale do wszystkich w tym roku doszło na przejściach i to one są takimi newralgicznymi miejscami. Czy widzi pan tu rolę miasta, żeby przez infrastrukturę wymusić na kierowcach zmniejszenie prędkości i większą ostrożność przed pasami?

- Po pierwsze, odpowiedzialność za potrącenia na przejściach musi spadać na kierowców, którzy nie stosują się do przepisów. Drugą rzeczą jest, że należy wpływać na zachowanie kierowcy. Możliwości są różne, fotoradary, sygnalizacja. Ale należy pamiętać o jednym, w ostatnich latach mówiliśmy o przejściu na Wierzbickiej, gdzie dochodziło do wielu zdarzeń, i pracujemy nad tym, żeby więcej ich nie było, tam docelowo będą światła. W większości pozostałych przypadków potrącenia są rozsypane po całym mieście.

Ja też jestem kierowcą i wiem, że kiedy kierowca wjeżdża na drogę i widzi dwa pasy, to mu się w głowie otwiera przepustnica.

Są już rozwiązania na Szarych Szeregów, zresztą znane, przy kościele powstanie kładka, nad przejściem przy targu jeszcze dyskutujemy.

W jakiś sposób trzeba kontrolować kierowców i pieszych, którzy też nie zawsze są bez winy. Ruch pieszych trzeba prowadzić tak, żeby piesi przechodzili przez jezdnię w bezpieczny sposób.

Musimy wspólnie z MZDiK wymyślić sposób na to, żeby zmienić zachowania przed przejściami. Mamy na to pewien pomysł i list intencyjny z komendą wojewódzką policji wprowadzenia w Radomiu pilotażowego programu bezpieczeństwa użytkowników dróg, w tym pieszych. Mam nadzieję, że wspólne i zmasowane działania przyniosą skutek. Czasem chodzi o tak prozaiczne działania jak uporządkowanie terenu wokół przejść.

Zgadzamy się, że zmiany są potrzebne, o tym, jakie one powinny być, możemy dyskutować. Pytanie tylko o termin ich wprowadzenia, bo do tej pory mieliśmy do czynienia z "polityką trzech lat". Tyle czekaliśmy na światła przy wiadukcie na Słowackiego, Limanowskiego, na Warszawskiej, gdzie one zaraz będą, czy teraz na Wierzbickiej. Wcześniej mieliśmy festiwal malowania przejść na czerwono, wieszania odblaskowych znaków czy montowania pulsujących świateł, które w żadnym wypadku nie zdały egzaminu.

- Jest prawdopodobne, że sygnalizacja na Wierzbickiej pojawi się jeszcze w tym roku, ona jest teraz projektowana.

Wyobraża sobie pan tramwaj, który przejeżdża obok urzędu, pod pana oknami?

- Z technicznego punktu widzenia nie widzę możliwości, żeby przejeżdżał obok urzędu między kamienicami. Ale w ogóle nie jestem przeciwnikiem tramwaju. Jestem zwolennikiem każdej formy komunikacji zbiorowej, która pozwoli wpływać na ograniczenie zanieczyszczenia środowiska, ale także pozwoli na zwiększenie atrakcyjności centrum i dojazdu do centrum. Dojeżdżam, wysiadam, jestem w centrum, nie ma problemu z parkingiem, z tym, czy samochód może tu stać, czy nie. Wsiadam, jestem w centrum, załatwiam sprawy, robię biznes, spotykam się ze znajomymi, wsiadam i odjeżdżam.

Jestem jak najbardziej na tak, w marcu wspólnie z prezydentem Witkowskim spotkamy się z ludźmi, którzy mają większe doświadczenie, którzy budują linie tramwajowe lub je projektują. Warto korzystać z doświadczenia takich ludzi. Będziemy z nimi rozmawiać, żeby ostatecznie zdecydować, czy i w jakim kształcie tramwaj w Radomiu będzie jeździł.

Trochę wam się problemów z halą narobiło i mówi się, że to nie ostatnie. Po zamieszaniu z gruntami trzeba będzie odchudzać projekt, bo faktycznie nie da się go wybudować za 80 mln zł?

- Nie tak podchodzi się do takich inwestycji. Jeśli pewne informacje były w urzędzie, a udawano, że ich nie ma, to później dla następców jest problem. Myślę, że radzimy sobie z tym problemem i za kilka tygodni będzie można na temat hali powiedzieć dużo więcej.

Dofinansowanie, o którym mówiło się od kilku miesięcy, zakładało, że ona będzie kosztowała 80 mln zł. Ja dzisiaj nie chciałbym o tym mówić, tej inwestycji potrzebny jest spokój. Jest zespół, który pracuje nad budową hali, ja, dyrektor kancelarii prezydenta Mateusz Tyczyński i prezes MOSiR-u Piotr Kalinkowski mamy swoje zadania.

Jedna z ostatnich konferencji z pana udziałem trochę przypominała farsę. Okazało się, że dyrektorka wydziału ochrony środowiska nie wiedziała, ile drzew wycinał Zakład Usług Komunalnych. To w ogóle możliwe?

- Trudno brać odpowiedzialność za poprzedników, ja nie chcę wiedzieć tego, jak urząd działał wcześniej. Bierzemy odpowiedzialność za to, co dzieje się w urzędzie od momentu zaprzysiężenia prezydenta Witkowskiego. Rozmawiałem z dyrektor wydziału ochrony środowiska, dyrektorem ZUK, dyrektor wydziału zarządzania nieruchomościami, ustaliliśmy, jak powinno wyglądać wydanie zgody na wycinkę. Do tej pory była to pewnego rodzaju samowola, bo choć prezydent wyłączał się z wydawania decyzji na wycinkę, to powinien mieć wiedzę, o co ZUK wnioskuje. To przez ostatnie lata nie było praktykowane i wierzę dyrektor Krugły, że o skali wycinki nie wiedziała. To, co się dało wstrzymać, wstrzymaliśmy. Na jednej z decyzji do wycięcia było 70 drzew na Plantach.

Trzeba przyglądać się wszystkiemu, co dzieje się w mieście, w myśl zasady "pańskie oko konia tuczy". Ja jestem po to, żeby sprawdzać, pilnować, pytać, zadawać wygodne i niewygodne pytania. Ja nie chcę być kontrolerem, który będzie sprawdzał każdego na każdym kroku. Urzędnicy muszą po prostu wiedzieć, że pracują dla miasta. Ja tu jestem na jakiś czas, krótszy albo dłuższy, ale nie jestem dla siebie, lecz dla dobra miasta, dlatego, żeby młodzi radomianie do Radomia wracali. Kilka dni temu spotkałem koleżankę z podstawówki, miesiąc temu wróciła do miasta. Wracajmy do Radomia, tu naprawdę można żyć.
 Tomasz Dybalski: Czego ma pan się uczyć od Igora Marszałkiewicza? Został doradcą prezydenta i złośliwi mówią, że tego, jak zatrudnić teścia i szwagrów.

Konrad Frysztak: - Na szczęście moi szwagrowie i teść mają pracę i nie planują zmian. (śmiech ) Staram się uczyć dobrych cech od każdego, kogo spotkam. Igor Marszałkiewicz nie został zatrudniony jako mój doradca, ale jako jeden z doradców prezydenta. Nie doradzał mi w żadnej kwestii, aczkolwiek byłem chyba jedynym wiceprezydentem, który został wprowadzony przez swojego poprzednika. Chcę, żeby za cztery, osiem, 12 czy ile lat pracy jako wiceprezydenta będzie mi dane, mój następca też był wprowadzony do gabinetu. To zawsze dobra klamra, kiedy poprzednik wprowadza następcę, zdaje mu pewnego rodzaju raport, co się dzieje, i zostawia go z obowiązkami.

Ale nie było panu po ludzku trochę głupio? Kiedy został pan przedstawiony jako wiceprezydent, pojawiły się głosy: "mamy wiceprezydenta bez doświadczenia" i zaraz po tym Radosław Witkowski powołał Igora Marszałkiewicza na doradcę, tłumacząc, że on ma doświadczenie. Tym bardziej, że jak właśnie stwierdził prezydent, okazało się że poradził pan sobie sam z obowiązkami i pomoc Marszałkiewicza nie była potrzebna.

- Nowe osoby to zawsze pewnego rodzaju obawy, każdy ma prawo do własnych opinii, prezydent Witkowski mając wiedzę o pozostałościach po poprzedniku, chociażby w kwestii gruntów pod budowę hali i złą sytuacją z odbiorami obwodnicy, zdecydował o tym, aby w najbliższym otoczeniu zostawić członka poprzedniego kolegium.

Ponieważ z obwodnicą południową poradziłem sobie dobrze, czego gratulował mi prezydent Witkowski, zadecydował o tym, że misja pana Marszałkiewicza dobiegła końca.

Jest pan zadowolony z pracy MZDiK? To chyba instytucja, która wzbudza najwięcej kontrowersji, może też dlatego, że prowadzi najwięcej inwestycji.

- Sprawdzam teraz działanie wszystkich jednostek budżetowych, które są mi podległe. Mam świadomość, że dostałem te trudne odcinki, które generują różnego rodzaju problemy czy niepokoje. MZDiK wpływa na losy wielu, to nie jest łatwe. Jako mieszkaniec Radomia do momentu objęcia gabinetu wiceprezydenta z jednych rzeczy byłem zadowolony, z innych nie. Teraz mam możliwość wpływać na to, co było złe, i w najbliższym czasie w MZDiK pewne rzeczy się zmienią. Już się zmieniają. Mam nadzieję, że będą się zmieniać bardzo szybko.

Podobno pierwsze pana spięcie z dyrektorem MZDiK było już trzy dni po pana powołaniu, kiedy w mieście była gołoledź, nie kursowały autobusy, a dyrektor nie odbierał od pana telefonu.

- Były małe problemy techniczne na początku współpracy, o których nie warto mówić. Ważne, że dziś ta współpraca układa się bardzo dobrze i w ciągu najbliższych tygodni przedstawiane będą rozwiązania, które powinny zadowolić radomian.

No właśnie, kiedy wreszcie przejedziemy obwodnicą południową?

- Dzisiaj po godz. 15 zostaną zdjęte wszystkie znaki zakazujące poruszania się po obwodnicy południowej, z zastrzeżeniem, że dwa odcinki będą dopuszczone do ruchu warunkowo.

Będzie przecinanie wstęgi?

- Nie planujemy. Obwodnica to inwestycja długo wyczekiwana i dużo opóźniona. To opóźnienie to nie jest powód do dumy dla naszych poprzedników, m.in. jeśli chodzi o opieszałość z odbiorami, a my chcemy po prostu ułatwić życie mieszkańcom.

Pojedziemy obwodnicą, ale zaraz zaczną się kolejne utrudnienia. Mamy budowę Młodzianowskiej, gdzie trzeba będzie zamknąć przejazd kolejowy, za chwilę będzie zamknięta Żółkiewskiego, a w kolejce jest jeszcze budowa Trasy N-S i przebudowa Wojska Polskiego.

Każda taka inwestycja musi nieść za sobą utrudnienia. Moim zadaniem jest to, żeby jak najbardziej je zminimalizować. Jestem po rozmowach z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad i wiem już, że w przypadku ul. Żółkiewskiego wiadomo już, że zalecany objazd dla ruchu tranzytowego będzie poprowadzony przez obwodnicę południową. Chodzi o to, żeby jak najmniej samochodów wjechało do centrum miasta. GDDKiA mocno zaangażuje się w prowadzenie i informowanie o objazdach. Będzie już od Grójca na tablicach świetlnych i zwykłych żółtych znakach informowała o objazdach, uruchomi też specjalny komunikat na kanałach CB radia, gdzie będzie informować o objeździe przez obwodnicę południową. Takiej pomocy ze strony GDDKiA nigdy nie było, ale też nikt o taką pomoc nie prosił. MZDiK zgłosi też komunikaty do wszystkich firm zajmujących się nawigacjami GPS. Dzięki temu kierowcy, którzy korzystają z nawigacji, będą automatycznie prowadzeni wyznaczonym objazdem. Będziemy się też starali, żeby pierwszy nowy wiadukt został otwarty przed Air Show.

O inwestycjach drogowych możemy mówić dużo, te z ostatnich lat i te planowane to są kwoty sięgające miliarda złotych. Radosław Witkowski mówił w kampanii: moja prezydentura to będzie koniec ery asfaltu. Co z komunikacją miejską, w nią zainwestowaliśmy dwudziestokrotnie mniej niż w drogi? W ub.r. MZDiK wydłużył trasy kilku linii, ale też niedawno spadły częstotliwości głównych linii 7 i 9, z trzynastki zniknęły autobusy przegubowe, bo okazało się, że nie są już potrzebne. Coś trzeba zmienić.

- Kilka dni temu czytałem felieton w "Gazecie Wyborczej", w którym dziennikarz pisał o tym, co stało się po zamknięciu mostu Łazienkowskiego. Pisał, że ma nadzieję, że dzięki temu część kierowców przekona się, że niepotrzebnie codziennie wsiadało do samochodu, bo mogli korzystać z komunikacji miejskiej.

My się rozwijamy, ludzie żyją na coraz wyższym poziomie i dziś jesteśmy przekonani, że każdy z nas ma prawo używać samochodu tak, jak chce. My trochę w innym czasie osiągamy dojrzałość społeczną. Kiedy na Zachodzie ludzie dorośli już do tego, że jeździ się komunikacją publiczną, my dopiero dorastamy do tego, że jeździmy własnymi samochodami.

Jestem zdania, że powinniśmy korzystać z komunikacji zbiorowej, ale musimy mieć świadomość, że ona w tej chwili ma wady, musimy je dokładnie określić i tak przeprojektować układ komunikacyjny, żeby był on przyjazny mieszkańcom. Mam na myśli trasy linii czy lokalizacje przystanków, nawet po konkretne rodzaje autobusów. Radomianie przysyłają nam uwagi, ostatnio np., że w określonych godzinach zbyt mało kursów dojeżdża do strefy ekonomicznej i ludzie o godz. 6 rano gniotą się w autobusie. To wszystko teraz obserwujemy i badamy, ale nie chcę, żeby zmiany w tej kwestii to były ruchy pozorne. Zmiany, które chcę wprowadzić, mają mieć charakter docelowy, a nie tymczasowy.

Nie chcę nikogo osądzać, ale do tej pory zmienialiśmy małe elementy, a od lat nie było dużej zmiany w układzie komunikacyjnym.

Jeśli mówimy o moście Łazienkowskim, to po jego zamknięciu do centrum Warszawy wjeżdża mniej samochodów i zmniejszyło się zanieczyszczenie powietrza. U nas też mamy z tym problem, przekroczenia norm są częste i spore.

- Przygotowywany jest projekt ustawy, która ma regulować zasady wjazdu starych aut do centrum miast. To rozwiązanie znane od lat, m.in. z Niemiec. Mam nadzieję, że nas, Polaków, też będzie w przyszłości stać na taką dyscyplinę. Jeśli zmniejszenie liczby pojazdów w centrum ma przynieść zmniejszenie zanieczyszczenia powietrza, to jestem jak najbardziej na tak. Walka o środowisko będzie w najbliższych latach jednym z najważniejszych działań w Polsce.

Ubiegły rok to był dobry rok dla rowerzystów, można powiedzieć, że wydarzyła się mała rewolucja rowerowa. Ale rowerzyści powiedzieli poprzednim władzom: fajnie, dziękujemy, ale pamiętamy, jak przez kilka lat nie mogliśmy się doprosić o drobne zmiany. Będzie pan kontynuował rowerową politykę z poprzedniego roku czy zmiany rowerowe to temat dobry tylko na kampanię?

- Rok temu z żoną kupiliśmy rowery, zaczęliśmy na nich jeździć. Korzystam z ułatwień rowerowych i wiem, jak są pomocne. Będę dalej je wprowadzał. W tym roku po raz pierwszy w budżecie przewidziane są pieniądze na usprawnienia rowerowe, przetoczyła się już pewnego rodzaju dyskusja: co warto, a czego nie warto robić, sami rowerzyści też się wypowiedzieli. Wyniki konsultacji są opracowywane, pewne zgłoszone rzeczy będą realizowane. Ja mam trochę inne zdanie niż Bractwo Rowerowe, które mówi o pasach rowerowych na jezdniach. Dla mnie najprzyjemniej jeździ się po drogach rowerowych. Według mnie tam, gdzie można odseparować ruch samochodowy od rowerowego, trzeba to robić, żeby rowerzyści nie powodowali zagrożenia dla kierowców, a przede wszystkim kierowcy dla rowerzystów. Chcę, żeby wszyscy użytkownicy ruchu byli traktowani równo. Rozwój infrastruktury rowerowej w Polsce w ostatnich latach jest trochę wybuchem. Coraz chętniej przesiadamy się na rowery i za tym musi iść rozwój infrastruktury rowerowej, śluz, przejazdów. Mnie też się zdarza nie zsiadać z roweru, przejeżdżając przez przejście. Lubię wygodę i trzeba iść w tym kierunku, żeby ścieżki rowerowe były ze sobą połączone, tworzyły spójną sieć.

Przy tej okazji chcemy też poprawiać infrastrukturę dla pieszych, przede wszystkim jakość chodników.

Są pewnego rodzaju partnerstwa firm, instytucji, które mogą budować ścieżki na własny koszt. Były próby zawarcia takiego porozumienia z miastem, w których ktoś chciał zbudować ścieżkę na własny rachunek albo partycypować w kosztach. Do tego nie doszło, ja te plany odkurzam, kontaktuję się z tymi instytucjami.

Co z pieszymi? Z danych policji wynika, że liczba potrąceń w mieście spada, ale do wszystkich w tym roku doszło na przejściach i to one są takimi newralgicznymi miejscami. Czy widzi pan tu rolę miasta, żeby przez infrastrukturę wymusić na kierowcach zmniejszenie prędkości i większą ostrożność przed pasami?

- Po pierwsze, odpowiedzialność za potrącenia na przejściach musi spadać na kierowców, którzy nie stosują się do przepisów. Drugą rzeczą jest, że należy wpływać na zachowanie kierowcy. Możliwości są różne, fotoradary, sygnalizacja. Ale należy pamiętać o jednym, w ostatnich latach mówiliśmy o przejściu na Wierzbickiej, gdzie dochodziło do wielu zdarzeń, i pracujemy nad tym, żeby więcej ich nie było, tam docelowo będą światła. W większości pozostałych przypadków potrącenia są rozsypane po całym mieście.

Ja też jestem kierowcą i wiem, że kiedy kierowca wjeżdża na drogę i widzi dwa pasy, to mu się w głowie otwiera przepustnica.

Są już rozwiązania na Szarych Szeregów, zresztą znane, przy kościele powstanie kładka, nad przejściem przy targu jeszcze dyskutujemy.

W jakiś sposób trzeba kontrolować kierowców i pieszych, którzy też nie zawsze są bez winy. Ruch pieszych trzeba prowadzić tak, żeby piesi przechodzili przez jezdnię w bezpieczny sposób.

Musimy wspólnie z MZDiK wymyślić sposób na to, żeby zmienić zachowania przed przejściami. Mamy na to pewien pomysł i list intencyjny z komendą wojewódzką policji wprowadzenia w Radomiu pilotażowego programu bezpieczeństwa użytkowników dróg, w tym pieszych. Mam nadzieję, że wspólne i zmasowane działania przyniosą skutek. Czasem chodzi o tak prozaiczne działania jak uporządkowanie terenu wokół przejść.

Zgadzamy się, że zmiany są potrzebne, o tym, jakie one powinny być, możemy dyskutować. Pytanie tylko o termin ich wprowadzenia, bo do tej pory mieliśmy do czynienia z "polityką trzech lat". Tyle czekaliśmy na światła przy wiadukcie na Słowackiego, Limanowskiego, na Warszawskiej, gdzie one zaraz będą, czy teraz na Wierzbickiej. Wcześniej mieliśmy festiwal malowania przejść na czerwono, wieszania odblaskowych znaków czy montowania pulsujących świateł, które w żadnym wypadku nie zdały egzaminu.

- Jest prawdopodobne, że sygnalizacja na Wierzbickiej pojawi się jeszcze w tym roku, ona jest teraz projektowana.

Wyobraża sobie pan tramwaj, który przejeżdża obok urzędu, pod pana oknami?

- Z technicznego punktu widzenia nie widzę możliwości, żeby przejeżdżał obok urzędu między kamienicami. Ale w ogóle nie jestem przeciwnikiem tramwaju. Jestem zwolennikiem każdej formy komunikacji zbiorowej, która pozwoli wpływać na ograniczenie zanieczyszczenia środowiska, ale także pozwoli na zwiększenie atrakcyjności centrum i dojazdu do centrum. Dojeżdżam, wysiadam, jestem w centrum, nie ma problemu z parkingiem, z tym, czy samochód może tu stać, czy nie. Wsiadam, jestem w centrum, załatwiam sprawy, robię biznes, spotykam się ze znajomymi, wsiadam i odjeżdżam.

Jestem jak najbardziej na tak, w marcu wspólnie z prezydentem Witkowskim spotkamy się z ludźmi, którzy mają większe doświadczenie, którzy budują linie tramwajowe lub je projektują. Warto korzystać z doświadczenia takich ludzi. Będziemy z nimi rozmawiać, żeby ostatecznie zdecydować, czy i w jakim kształcie tramwaj w Radomiu będzie jeździł.

Trochę wam się problemów z halą narobiło i mówi się, że to nie ostatnie. Po zamieszaniu z gruntami trzeba będzie odchudzać projekt, bo faktycznie nie da się go wybudować za 80 mln zł?

- Nie tak podchodzi się do takich inwestycji. Jeśli pewne informacje były w urzędzie, a udawano, że ich nie ma, to później dla następców jest problem. Myślę, że radzimy sobie z tym problemem i za kilka tygodni będzie można na temat hali powiedzieć dużo więcej.

Dofinansowanie, o którym mówiło się od kilku miesięcy, zakładało, że ona będzie kosztowała 80 mln zł. Ja dzisiaj nie chciałbym o tym mówić, tej inwestycji potrzebny jest spokój. Jest zespół, który pracuje nad budową hali, ja, dyrektor kancelarii prezydenta Mateusz Tyczyński i prezes MOSiR-u Piotr Kalinkowski mamy swoje zadania.

Jedna z ostatnich konferencji z pana udziałem trochę przypominała farsę. Okazało się, że dyrektorka wydziału ochrony środowiska nie wiedziała, ile drzew wycinał Zakład Usług Komunalnych. To w ogóle możliwe?

- Trudno brać odpowiedzialność za poprzedników, ja nie chcę wiedzieć tego, jak urząd działał wcześniej. Bierzemy odpowiedzialność za to, co dzieje się w urzędzie od momentu zaprzysiężenia prezydenta Witkowskiego. Rozmawiałem z dyrektor wydziału ochrony środowiska, dyrektorem ZUK, dyrektor wydziału zarządzania nieruchomościami, ustaliliśmy, jak powinno wyglądać wydanie zgody na wycinkę. Do tej pory była to pewnego rodzaju samowola, bo choć prezydent wyłączał się z wydawania decyzji na wycinkę, to powinien mieć wiedzę, o co ZUK wnioskuje. To przez ostatnie lata nie było praktykowane i wierzę dyrektor Krugły, że o skali wycinki nie wiedziała. To, co się dało wstrzymać, wstrzymaliśmy. Na jednej z decyzji do wycięcia było 70 drzew na Plantach.

Trzeba przyglądać się wszystkiemu, co dzieje się w mieście, w myśl zasady "pańskie oko konia tuczy". Ja jestem po to, żeby sprawdzać, pilnować, pytać, zadawać wygodne i niewygodne pytania. Ja nie chcę być kontrolerem, który będzie sprawdzał każdego na każdym kroku. Urzędnicy muszą po prostu wiedzieć, że pracują dla miasta. Ja tu jestem na jakiś czas, krótszy albo dłuższy, ale nie jestem dla siebie, lecz dla dobra miasta, dlatego, żeby młodzi radomianie do Radomia wracali. Kilka dni temu spotkałem koleżankę z podstawówki, miesiąc temu wróciła do miasta. Wracajmy do Radomia, tu naprawdę można żyć.



   

radom.gazeta.pl/radom/1,48201,17491157,Konrad_Frysztak__W_Radomiu_naprawde_mozna_zyc.html