Anna Białkowska: Osobiście pracy się nie boję. Wywiad

W internecie pojawiły się opinie, że umiem tylko haratać w gałę. Powiem tak: lubię i umiem grać w piłkę i nie uważam, że jest to coś, co przynosi mi ujmę. Sport to nie jest coś złego, wręcz przeciwnie - uczy dyscypliny, uczy wielu rzeczy pozytywnych. Myślę, że moja sympatia do sportu nie przeszkodzi mi, jak dotąd nie przeszkadzała, zajmować się zupełnie innymi sprawami, związanymi z obecną pracą - mówi Anna Białkowska

 Rozmowa z Anną Białkowską, wiceprezydent Radomia

Magdalena Ciepielak: Gdy usłyszałam, że będzie pani wiceprezydentem, któremu ma podlegać służba zdrowia i pomoc społeczna, pomyślałam, że musi być pani bardzo odważna. Czy pani bez oporów przyjęła to stanowisko? Bo przecież chodzi o instytucje, które wydają dziesiątki milionów złotych, mają mnóstwo problemów, choćby szpital, który przynosi straty. Jest pani nauczycielem wf., wcześniej nie miała kontaktu z tymi instytucjami...

Anna Białkowska: Państwo na razie mało mnie znacie, ale dajmy sobie trochę czasu. Dla tego stanowiska ważni są ludzie. Jeśli chcą się czegoś nauczyć, jeśli są pracowici, to nie widzę przeszkód, by zajmowali takie stanowiska.

Ja osobiście pracy się nie boję, umiem ciężko pracować, ludzi lubię, a to właśnie ludzie, ich sprawy i problemy stanowią istotę dziedziny, za którą jestem odpowiedzialna.

Czy się bałam? Ja pewnych wyzwań się nie boję. Jak będzie, czas pokaże. Mam nadzieję, że sprostam stojącym przede mną wyzwaniom. W internecie pojawiły się opinie, że umiem tylko haratać w gałę. Powiem tak: lubię i umiem grać w piłkę i nie uważam, że jest to coś, co przynosi mi ujmę. Sport to nie jest coś złego, wręcz przeciwnie - uczy dyscypliny, uczy wielu rzeczy pozytywnych. Myślę, że moja sympatia do sportu nie przeszkodzi mi, jak dotąd nie przeszkadzała, zajmować się zupełnie innymi sprawami, związanymi z obecną pracą. Dam radę nauczyć się tego wszystkiego, co jest niezbędne, aby nadzorować funkcjonowanie w mieście tych obszarów, za które jestem odpowiedzialna, to znaczy zdrowia i polityki społecznej. A wracając bliżej do pani pytania: ma pani rację, że szpital to instytucja, która przynosi straty, ale nigdy nie ma sytuacji bez wyjścia.

Poprzednie władze twierdziły, że przy takiej wycenie punktu, przy takim kontrakcie z NFZ nie ma mowy, by szpital się nie zadłużał. A z oszczędnościami doszedł już do ściany. Czy pani też uważa, że na niczym już nie da się zaoszczędzić?

- Znam priorytety szpitala. Przede wszystkim ta instytucja jest dla ludzi, jej zadaniem jest niesienie pomocy. I to jest najważniejsze zadanie. Pozyskiwanie pieniędzy nie jest najważniejsze, aczkolwiek dobrze gdy ich nie brakuje, bo wówczas usługi dla pacjentów mogą być realizowane na wyższym poziomie. Ale nie zapominajmy, że szpital to też ludzie, lekarze, pielęgniarki, personel średni. Od nich wiele zależy.

Ale jeśli szpital nie będzie miał wystarczającego kontraktu, to będą limity, kolejki i ludzie nie będą zadowoleni.

- Kolejek w szpitalu się nie uniknie. Nie znam takiego POZ-etu, w którym ich nie ma. Ja też czekam, mam tzw. numerek, przyjeżdżam na godzinę albo czekam cierpliwie.

Razem z dyrektorem miejskiej lecznicy szukamy w tej chwili oszczędności. Zobligowałam pana dyrektora Pawluczyka do przygotowania planu naprawczego. Chcę, aby przedstawił mi, jakie jeszcze zmiany można w szpitalu wprowadzić. Sama nie znajdę pieniędzy, jeśli panowie dyrektorzy, a także wszyscy pracownicy szpitala mi nie pomogą. Chodzi przy tym o oszczędności takie, aby pacjent i personel nie odczuli tego.

Wielokrotne rozmowy z dyrektorem warszawskiego oddziału NFZ pozwoliły mi na pozyskanie informacji z tej drugiej strony. Wiemy, że pewne działania, pewne usługi szpitala są 100 proc. płatne, np. położnictwo. Mamy piękny pawilon ginekologiczno-położniczy i należy zrobić wszystko, aby pacjentki rodziły w naszym szpitalu.

Kiedy prezydent Witkowski przedstawiał swoich zastępców, podkreślał, że pani głównym zadaniem będzie utworzenie centrum rehabilitacji w dawnym pawilonie ginekologiczno-położniczym. Ale podczas sesji budżetowej pani poprzedniczka Anna Kwiecień uprzedzała, by nie rozbudzać zbytnio nadziei, także wśród rehabilitantów, mających nadzieję na pracę, bo to nie będzie wcale centrum, ale po prostu nowe pomieszczenia dla oddziału przy Giserskiej.

- Nie będzie to jednostka większa, będzie miała tyle łóżek, ile ma oddział przy ul. Giserskiej, ale będą w nim także poradnia ortopedyczna oraz poradnia leczenia uzależnień, które już w tym miejscu funkcjonuje. Mam też nadzieję, że się uda dobudować piętro. Przetarg na przygotowanie projektu został rozstrzygnięty. Zakładano, że szpital wyda na niego 1 mln zł, a będzie to około 400 tys. Mamy więc spore oszczędności. Projekt ma być gotowy do października 2015 r. Chcemy, by powstało nowoczesne Centrum Rehabilitacji. Byłoby większe, gdyby znalazło się ono w programie narodowym, ale na razie nie mamy takiego terenu.

Ale na sesjach ciągle słyszy się głosy radnych PiS, że Ewa Kopacz, kiedy jak była ministrem zdrowia, powstanie takiego centrum obiecywała. Jest przecież teren, na którym stoi pawilon, w którym mieściła się dyrekcja.

- Tak, ale poprzednie władze miasta nie przygotowały i nie złożyły odpowiedniego wniosku, chociaż pani premier Ewa Kopacz, ówczesna minister zdrowia, o to prosiła. Były już uzgodnienia z ministrem finansów, co do finansowania tej inwestycji.

Pani premier Ewa Kopacz miała najlepsze intencje, ale nie stworzono jej warunków, aby mogła tej obietnicy dotrzymać, bo nie otrzymała wniosku. Sprawa utworzenia centrum rehabilitacji jest też moim priorytetem i będę robiła wszystko, zgodnie z obowiązującymi procedurami, by to się stało faktem. Ważne, że pani premier chce pomóc naszym mieszkańcom.

Poprzednia ekipa nie chciała komercjalizować szpitala. A jakie jest pani zdanie na ten temat?

- Nie zamierzamy komercjalizować szpitala, a więc nic się nie zmienia - zostanie publiczny.

Odwołując dyrektorkę MOPS, podała pani powód: mnożenie etatów. Związkowcy z tej instytucji już dawno podnosili, że powstają kolejne kierownicze stanowiska, a pracujący bezpośrednio z rodzinami wymagającymi pomocy muszą zabierać pracę do domu. Kontrola w MOPS już się skończyła?

- Kontrola jeszcze trwa, ale podjęłam już taką decyzję. Było mnożenie etatów, pewne decyzje były podejmowane tuż przed końcem ubiegłego roku.

Czy Marcin Gierczak, który pełni obowiązki dyrektora, ma za zadanie uporządkować strukturę MOPS? Czy skoro jest nadmiar etatów, będą zwolnienia?

- Pan Gierczak ma dostosować strukturę do potrzeb. Nie spodziewamy się zwolnień, bo przejmujemy wypłatę stypendiów oświatowych.

Czy będzie konkurs na nowego dyrektora MOPS?

- W tej chwili nie wiem. Teraz MOPS-em kieruje pan Marcin Gierczak.

Od lat obserwuję, jak obsadzana jest Gminną Komisja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. I uważam, że często jest traktowana jak synekura, trafiają tam przypadkowi ludzie. Teraz ma 12 członków i co roku wydaje się na wynagrodzenia więcej, w 2014 r. w budżecie było ok. 181 tys., na 2015 r. jest ponad 205 tys. A tymczasem kwoty na zapewnienie schronienia bezdomnym czy ciepły posiłek zmalały o kilkadziesiąt tysięcy. Zrobi pani z tym coś?

- Wynagrodzenie za jedno posiedzenie komisji wynosi 8 proc. minimalnej płacy. Jest więc zależne od jej wysokości. Ale te wynagrodzenia płaci się z tzw. korkowego.

I pomoc bezdomnym, i ciepłe posiłki też, więc jak więcej wydaje się na wynagrodzenia, to mniej zostaje na pomoc. Czy tak powinno być? A w komisji są m.in.: były szef jednej z partii, wicedyrektor instytucji kulturalnej, pracownica biura poselskiego, przynajmniej dwie kolejne osoby są związane też z partiami...

- Skład Gminnej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych na te chwilę nie uległ zmianie. Na pewno zostaną osoby, które są merytorycznie przygotowane do pracy w tej komisji. Ale o szczegółach zbyt wcześnie mówić. Nowy skład komisji opublikowany zostanie zarządzeniem prezydenta.

Poprzednie władze miasta przekazywały organizacjom pozarządowym wiele zadań w drodze konkursów. Czy ten kierunek zostanie utrzymany?

- Jestem nowa. Ogłoszone konkursy rozpatrzone zostały terminowo. Dokładnie przeanalizowałam ich przebieg. Nikt nie dostał więcej niż w ubiegłych latach. Odwiedzę stowarzyszenia, które otrzymują od nas dotację, i bliżej zapoznam się z ich działalnością.

A zapowiadana w czasie kampanii wyborczej przez PO Karta Seniora?

- Karta Seniora ruszy. W ubiegłym tygodniu odbyło się spotkanie z Radą Seniorów. Rozmawialiśmy z naszymi seniorami o ich potrzebach, o tym, jakich zniżek i na co potrzebują. Myślę, że znajdziemy kompromis.

m.radom.gazeta.pl/radom/1,106518,17398748,Anna_Bialkowska__Osobiscie_pracy_sie_nie_boje__Wywiad.html